Jak pokochać odpowiedzialność?

Kiedy byłam dzieckiem czy nastolatką, odpowiedzialność kojarzyła mi się głównie z posiadaniem zwierzaka czy dziecka. Ja i brat mieliśmy zajmować się szczeniaczkiem. Nauczyciele w szkole po każdej próbie huśtania się na krześle podkreślali, że są za nas odpowiedzialni. Szybka piłka: zaliczasz śmiertelne uderzenie w potylicę, pani do przyrki pójdzie do kicia. Jee, slang więzienny!

 

Za każdym razem gdy słuchałam o odpowiedzialności, narracja była taka sama. Poważna, trochę straszna, a nawet z nutą groźby.

Kiedy zrobiła się ze mnie stara baba, zaczęłam odkrywać inny aspekt odpowiedzialności. Zaskakująco wspaniały. 

 

Bądź wodą, przyjacielu

Pewnie obiło Ci się o uszy lub kąt oka poniższe stwierdzenie, w tej lub podobnej formie:

 

Nie możesz zmienić rzeczywistości, ale możesz zmienić swój stosunek do niej.

 

Brzmi trochę jak opis internetowego kołcza strzelony pod wypozowanym zdjęciem na Instagramie. Jednak nasz kołcz nie wymyślił tej sentencji. Powstała długo zanim kołczing był modny.

 

Poznaj Marka. Marek pisze i dużo myśli, trochę tak jak ja. Ubolewa nad swoją prokrastynacją. Też jak ja! Niewykluczone, że tu nasze podobieństwa się kończą. Ja nie rządzę imperium (jeszcze!).

Kim jest ten gość? To Marek Aureliusz, cesarz Starożytnego Rzymu we własnej osobie. Żył na samym początku naszej ery. Żył bez wiedzy o rozwoju osobistym i psychologii. To nie przeszkodziło mu w sformułowaniu myśli, które nam dziś rozwalają bańki. 

To nie wymysł współczesnych kołczów od siedmiu boleści. To wniosek, jaki wyciągnął bardzo mądry człowiek z miasta na siedmiu wzgórzach.*

 

Czy kiedykolwiek myślałeś, że odpowiedzialność może być uwalniająca? 

Mi by to nie przeszło przez myśl przez długi czas.

 

jak nie bać się odpowiedzialności, jak być odpowiedzialnym

 

Ten hotdog to z czosnkowym czy meksykańskim?

Nieważne, czy dotyczą wyboru płatków śniadaniowych czy pomocy osobie leżącej na ulicy. Decyzje podejmujemy codziennie. Nieodłącznie wlecze się za nimi odpowiedzialność. Jako pełnoletni i niepełnoletni ludzie odpowiadamy za nasze zachowania.  Decyzje idą w parze z odpowiedzialnością. Jakiejkolwiek byś nie podjął, bierzesz odpowiedzialność za jej skutki. Brzmi strasznie? Niekoniecznie.

 

To, że możemy decydować jak zareagujemy na otaczającą nas rzeczywistość i przy okazji wziąć za to odpowiedzialność, robi z nas całkiem niezależnych gości. Nagle przestajemy być szastanymi na wietrze listkami zależnymi od kaprysów losu. Jesteśmy niezależnymi stworzeniami. Pewnie, mamy swoje ograniczenia. Nie zawsze wybierzemy najlepszą ścieżkę.

 

Jednak jeśli zdecydujemy się, aby jednak być odpowiedzialnymi za to, co się wydarzyło, w przyszłości możemy być lepsi. Możemy wstać, otrzepać się i iść dalej. Bardziej świadomi, bogaci w doświadczenia i mądrzejsi o wszystkie pomyłki, które udało nam się do tej pory popełnić. 

 

Jeśli wszystko idzie Ci gładko i bezproblemowo, obawiam się, że coś się dzieje. Rozwój ma wpisane w siebie upadki. 

 

Odpowiedzialność to rzecz ludzka

Koko to nie pierwsza lepsza gorylica. Zna ponad 2 tysiące znaków w języku migowym, a na dodatek za jego pomocą potrafi porozumiewać się z ludźmi. Na swoją prośbę zaadoptowała dwa kocięta i nadała im imiona! Mimo swoich możliwości, Koko ani razu nie podjęła się jednej rzeczy: zadawania pytań. Podobno żadna żywa istota poza człowiekiem ich nie zadaje. Podobno jedną z unikatowych cech ludzi jest właśnie umiejętność zadawania pytań. 

 

Ja do tego zestawienia dodałabym odpowiedzialność.

 

Co ona dla nas oznacza? Że jesteśmy świadomymi siebie istotami? Że istnieje wolna wola, a nasza dusza to nie po prostu duża ilość impulsów nerwowych naraz?

 

Marek Aureliusz ze mnie żaden, ale swoje wiem. Jeśli tylko podejmiemy parę odważnych decyzji i weźmiemy odpowiedzialność za ich realizację, możemy być niepowstrzymani.

 

Nie demonizujmy odpowiedzialności. To ona pozwala nam być ludźmi. Tak prawdziwie.

 

*To takie określenie Rzymu jak coś. Nie byłam pewna, czy ktoś ogarnie moje misterne analogie, a tak się zachwyciłam tym siódemkowym nawiązaniem, że nie mogłam go sobie odpuścić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *