Idą święta! Czego może chcieć od Was internetowy twórca przed pierwszą gwiazdką?

Oczywiście, że pokazać Wam swój prezentownik!

Panie i Panowie, przedstawiam MÓJ digitalowy prezentownik. Albo prezentownik last minute, bo kupujecie dostępy do digitalowych prezentów nie dość, że bez wychodzenia z domu, to jeszcze od razu możecie z nich korzystać. Na dodatek to nie pierdoły gorączkowo odhaczone w galerii.

Cho na słuchanie, czytanie i odkrywanie ciekawych linków na samym dole posta:

Ewentualnie można przygotować jakąś estetyczną kartkę świąteczną z kodem dostępu, żeby nie było, że tak zupełnie nic materialnie nie wręczamy pod choinką. 

Zanim zaczniemy, mam kilka szybkich uwag:

  • propozycje prezentowe posegregowałam od najtańszych do najdroższych,
  • myślę, że to są dobre i fajne rzeczy do obdarowania nie tylko swoich bliskich, ale też dla nas samych. Tak na dobry początek dekady, żeby wejść w nią jak uzbrojone w ostre kły, najgroźniejsze tygrysy,
  • im jestem starsza tym bardziej cenię praktyczne prezenty. Lubię rzeczy mogące służyć przez długi czas. I takie w większości są moje propozycje. Może po prostu się starzeję, a może błogosławiony rozsądek spływa na mnie z niebios, nie wiem,
  • to nie jest podcast sponsorowany. Wszystkie wymienione w prezentowniku rzeczy albo testowałam sama, albo moi znajomi, którym ufam. Tu nie ma przypadkowych rzeczy.

Znamy zasady wariackiej gry w prezentownik, zaczynamy!

Subskrypcja na platformie Spotify/Netflix/HBO GO (od 10/34/25 zł/miesięcznie)

Subskrypcja na dowolnej z tych platform jest o tyle dobra, że koszt za taki prezent, powiedzmy nawet roczny dostęp, nie powoduje takiego strasznego bólu w kieszeni, bo rozkłada się w czasie.

Jeśli trochę się nagimanstykujemy, możemy wykupić ulubionej osobie subskrypcję Spotify na rok już za 9.90 zł miesięcznie, bo studenci płacą mniej. Jeśli nimi jesteście, wystarczy wysłać do Spotify skan obu stron Waszych legitymacji i poczekać parę dni na weryfikację.

Subskrypcja będzie świetnym prezentem jeśli Wasi przyszli obdarowani uwielbiają webową wersję Spotify, ale losowy player i reklamy w aplikacji doprowadzają ich do białej gorączki. Tak, można się bardzo łatwo wprowadzić w ten stan jadąc samochodem przez bezkres autostrady i na dodatek z urywającymi się danymi mobilnymi. Wtedy opcja pobierania muzyki czy podcastów do odsłuchu offline naprawdę ratuje nerwy choleryków. 

Myślę, że Netfilxa i HBO GO nie muszę nikomu przedstawiać. Gra o tron, Stranger Things, Narcos, Black Mirror, Mroczne Materie, Euphoria, Rick and Morty, The Crown, Dolina Krzemowa, BoJack Horseman… paaaanie mam wymieniać dalej?! 

Dostęp do zasobów HBO GO jest tańszy, bo kosztuje około 25 złotych, ale za to u Netflixa za 43 zł mamy dostęp do dwóch ekranów

Nie widzicie tego, ale teraz puszczam oczko.

Dwie. Pieczenie. Przy. Jednym. Ogniu.

MoneyLover

Edukacja finansowa w Polsce leży i utwierdza mnie w tym liczba pobieranych kredytów konsumpcyjnych kropka. 

A ogarnięcie finansów jest łatwiejsze, niż może się wydawać. Już samo spisywanie wydatków i kategoryzowanie ich może bardzo pomóc w zarządzaniu kasą. Na pewno przyda się osobie, która chce uratować albo zagłębić się w swoje finanse i potrzebuje drobnej pomocy. Okej, wiemy już co możemy zrobić, teraz jak możemy to zrobić? Sumowanie wydatków na papierze to masa roboty. Komórki Excela potrafią doprowadzić od oczopląsu. Cóż począć?

I wtedy wchodzi ona. Na białym koniu. Sama cała na biało. Aplikacja MoneyLover do zarządzania budżetem domowym. Jestem trochę takim dzieckiem chaosu. W związku z tym chcę powiedzieć, że aplikacja na telefon do spisywania wydatków naprawdę robi robotę. Przeszłam z zerowego poziomu finansowego ogarniania do całkiem rozsądnego zarządzania budżetem. 

Aplikacja ułatwia wyrobienie sobie nawyku spisywania wydatków. Przede wszystkim mamy ją cały czas przy sobie, a wprowadzenie wydatku zajmuje parę chwil. Mogę nią skanować paragony i wprowadzać zakupy ręcznie, od razu przypisując je do odpowiedniej kategorii. Momentalnie robi się elegancki rejestr wydatków z dokładnymi opisami. 

MoneyLover ma jeszcze kilka fajnych opcji. Można w niej ustalać cele oszczędzania, a potem je monitorować. Podoba mi się też tryb podróżny – aplikacja sama przeliczy wydatki z innych walut na złotówki. Istnieje też opcja prowadzenia rachunku z drugą połówką. Apka jest dostępna zarówno dla systemu Android jak i iOS oraz ma wersję desktopową. Testuję go od dobrych trzech miesięcy i jestem zadowolona.

A ile ta przyjemność kosztuje? Za MoneyLover trzeba wybulić 25 złotych, a potem można korzystać z jego dobrodziejstw bez ograniczeń.

prezantownik zero waste

Procreate

A teraz opcja dla posiadaczy iPadów lub iPhone’ów. Albo dla tych z Was, którzy kupują pod choinkę iPada wraz z Apple Pencil i kilkadziesiąt złotych nie zrobi Wam różnicy. Mowa o aplikacji Procreate stworzonej do rysowania. Z Photoshopem czy innym płatnym oprogramowaniem graficznym zdecydowanie wygrywa ceną. Płacimy raz 48 zł i możemy korzystać z aplikacji bez ograniczeń.

Rysujący ma do dyspozycji mnóstwo pędzli, ale jeśli te nie wystarczą, może tworzyć własne presety, udostępniać je albo pobierać customy innych użytkowników. Jeżeli Wasi mali i duzi artyści rysują profesjonalnie, pewnie docenią różnorodne formaty do zapisywania plików (nawet PSD, więc można przenieść pracę nad swoimi do PhotoShopa). Szczerze przyznam, że nie było mi jeszcze dane używać Procreate, ale widząc, jakie cuda tworzy mój ulubiony artysta Maciek Polak.. O wielki kosmosie, ależ ja bym szkicowała!! 

Test gallupa

Jest 1945 rok. Koniec drugiej wojny światowej. Żołnierze wracają z pola boju do domów. Między innymi Donald Clifton. Ma dość wojny. Chce poświęcić resztę życia pomagając ludzkości. W 1949 roku rozpoczyna badania nad zasobami ludzkimi i w tym czasie zadaje szalenie ważne pytanie:

Gdybyśmy tak zaczęli badać mocne strony ludzi zamiast słabości?

Przeskakujemy do 1999 roku. Wtedy Donald stworzył pierwszy internetowy test pomagający odkryć swoje mocne strony. Zajmuje mniej niż godzinę, składa się ze 177 pytań. Zakłada istnienie 34 talentów. Przejście tego testu ma nam pomóc w odkryciu naszych pięciu wiodących talentów i w ich rozwijaniu. Oficjalna nazwa tego testu to Clifton StrengthsFinder assessment. W Polsce jest znany pod nazwą testu Gallupa. W moim prezentowniku to propozycja na wyjątkowy podarunek numer cztery.

Wydaje mi się, że to fajna opcja gdy Wasza bliska osoba nie wie co robić ze swoim życiem albo chce być jeszcze lepsza w tym, co już robi, wykorzystując swoje naturalne zdolności. Ideą stojącą za Gallupem jest przekonanie, że nasze mocne strony to nic innego niż talenty, w które zainwestowaliśmy nasz czas i zaangażowanie. Warto więc odkryć, co mamy w sobie do rozwijania.

dwa warianty cenowe tego testu. Już za 60 złotych można poznać swoje 5 dominujących talentów. Kupując rozszerzone badanie za dwie stówki, otrzymamy informacje na temat hierarchii naszych wszystkich 34 talentów i wskazówki na temat rozwijania tych dominujących.

Myślę, że Gallup może być też fajną chwilą, żeby skupić się tylko i wyłącznie na swoim wnętrzu. Dostajemy tylko 20 sekund na jedno pytanie i jedno podejście do testu. O jeże leśne, Magda, dlaczego tak mało!? Już odpowiadam: bo nie mamy się zastanawiać, tylko odpowiadać intuicyjnie. Mając więcej czasu, zaczęlibyśmy kombinować w desperackiej próbie uzyskania wyników zgodnych z naszymi wyobrażeniami o sobie. Takie już z nas stworzenia.

Nawiasem mówiąc, ta propozycja prezentowa jest moim wyborem na te święta. Jestem bardzo ciekawa, co mi wyjdzie!

Aplikacja do medytacji Headspace/Calm

Nie wiem jak Wy, ale ja to jestem trochę roztrzepanym stworzeniem i lubię medytować. Z tego powodu najłatwiej oddać mi się medytacji, w której łagodny głos lektora mówi mi co mam ze sobą robić. Bez niego bardzo trudno mi się skoncentrować. 

Dla takich bobciów jak ja powstają setki aplikacji do medytowania. Moją uwagę przyciągnęły dwie z nich: Headspace i Calm. Obie oferują wersje płatne z setkami medytacji: z lektorami, odgłosami natury, na złagodzenie stresu, na pracę nad pewnością siebie, lepszy sen… 

Każdy kto chce wspomóc codzienne trudy medytacją znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo Headspace oferuje dodatkowo medytacje grupowe, które możemy odbywać ze znajomymi i, w ramach rozszerzenia tematu medytacji, lekcje mindfulness. Z kolei Calm skupia się na poprawie snu i daje dostęp do ćwiczeń rozciągających połączonych z mindfulness.

Myślę, że to fajny prezent dla osób zdecydowanych na przygodę z medytacją, bo obie aplikacje zapewniają też tutoriale pokazujące jak skutecznie oddać się tej wspaniałej praktyce.

Medytacja to delikatny temat. Jest ściśle związana z duchowością kultur wschodnich. Nie będę się nawet zagłębiać w ten temat, bo nie jestem ekspertem. Co według mnie jest fajne i ważne w obu aplikacjach: podchodzą do medytacji jako do terapeutycznej praktyki, takiej dobrej rzeczy, którą możemy zrobić dla swojego umysłu. 

Rok dostępu do obu aplikacji kosztuje około 266 złotych. Zarówno Headspace jak i Calm oferują też zakup usługi w formie prezentu. Dodatkowo Headspace umożliwia subskrypcję miesięczną, na wypróbowanie. Kosztuje około 13 dolarów.

Grammarly

Kiedy przychodzi ślepota projektowa, piszemy car przez k a nie przez c, skanujemy tekst miliony razy i w ogóle tego bubla nie dostrzegamy. Mówię z bolesnego doświadczenia.

Kolejną propozycję prezentową docenią osoby, które na co dzień dużo skrobią po angielsku. Grammarly to bardzo przyjazne oprogramowanie do sprawdzania poprawności tekstów. 

Już na samym początku tekstu możemy wyznaczyć cele naszego pisania: dla jakich odbiorców piszemy, jaki jest poziom formalności tekstu oraz ton wypowiedzi (ten ostatni cel jest na razie w fazie beta, ale już radzi sobie całkiem nieźle!). Ponadto mamy do dyspozycji sporo przydatnych funkcji. Od podstawowych typu liczenie słów i szacowanie czasu czytania, do bardziej zaawansowanych kwestii takich jak pomiary i wsparcie w ulepszaniu poprawności gramatycznej i językowej oraz jasności wypowiedzi. Wisienką na torcie jest system antyplagiatowy. Korzystam z Grammarly od około dwóch lat i nieraz uratowało mi tyłek.

Dobra ludu, kasa! Rok subskrypcji Grammarly kosztuje około 532 złotych. Do dyspozycji są też plany miesięczne i kwartalne, ale rok wychodzi najtaniej per miesiąc. Jeśli to za dużo, warto dać szansę darmowej wersji, bo też daje radę

MasterClass

Wyobraźcie sobie, że macie do dyspozycji Gordona Ramsaya z całą jego kuchnią. Albo że Gary Casparow pokazuje Wam jak grać w szachy. A Samuel L. Jackson zdradza tajniki aktorstwa.

Panie i panowie, perła w koronie mojego prezentownika: MasterClass.

To platforma kursów online, na której tajemnicami swojego fachu dzielą się najlepsi z najlepszych. Oprócz wymienionych powyżej osób znajdziesz też lekcje od Hansa Zimmera, Bobbi Brown czy Neila Gaimana i wielu innych. Łącznie wiedzą dzieli się z nami 61 mentorów, z różnorodnych dziedzin, od makijażu po eksplorowanie kosmosu. Wiele nauczyłam się z kursów o pisaniu. A jajecznicę Gordona Ramsaya robię po dziś dzień! Tylko bez trufli. Ups, spojler!

To najdroższa opcja.. albo i nie. Obecnie na stronie Masterclass jest promocja, można wykupić jeden roczny dostęp za 840 zł, a drugi dostaje się gratis na prezent. Wtedy mamy odblokowany dostęp do wszystkich 61 programów. Czyli wychodzi 415 zł na łebka. Dostęp jest przez rok, czyli wychodzi 35 złotych za miesiąc nauki. Nawet jeśli nie wykorzystacie wszystkiego, to można z tych programów wyciągnąć naprawdę wiele. 

Linki do odcinka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *