Nie chcesz czytać? Posłuchaj odcinka!

Nie chcę zagłębiać się w koronawirusa, bo pewnie co chwile wpadacie na najświeższe nowiny i znacie już na pamięć treść ostrzeżeń. Wystarczy straszenia, fake newsów i wymieniania objawów. W tak trudnym okresie możemy się czuć bezsilni wobec tego, co się naokoło dzieje. Co gorsza w lwiej części nie mamy wpływu na rozwój wypadków. Oczywiście poprzez decyzje, jakie podejmujemy, możemy mieć pośredni wpływ na rozwój epidemii. Właśnie na tym warto się skupić: na rzeczach, nad którymi mamy lub możemy mieć kontrolę. Zamiast siedzieć w wiadomościach warto zrobić dla siebie coś dobrego. Jeśli podjęliście trudną i odpowiedzialną decyzję żeby zostać w domu, to podpowiadam, co ze sobą zrobić przez czas naszej zbiorowej izolacji.

Nie będę Wam mówić “spędźcie ten czas produktywnie!!!”, bo Was nie znam. A możecie mieć różne potrzeby. Zwiększenie produktywności jest spoko, ale leżenie do góry brzuchem też może być ok. Już i tak mamy miliony wytycznych bezpieczeństwa. Po cholerę nakładać na siebie kolejne, o ile nie zwiększą naszego bezpieczeństwa. Presja, żeby być ultraproduktywnym nigdy nie jest spoko, a w obecnej sytuacji w szczególności.

Najpierw rozkład jazdy. Zacznę od produktywno-self care’owych rzeczy. Po nich podam pluszowe miejsca, w których znajdziecie zerowe albo śladowe ilości koronawirusa, żeby się z przyjemnością odmóżdżyć, od fajnych komiksów, poprzez zwierzaki aż po sztukę.

A na samym końcu z obywatelskiego obowiązku podam materiały, w których możecie znaleźć WIARYGODNE informacje o koronawirusie, pochodzące z rządowych, naukowych źródeł, a także informacyjne pigułki, czyli rzetelne filmy polskich popularyzatorów nauki. Choć może już jestem internetem explorerem, a Wy to wszystko znacie, bo teraz wszystko z hasłem koronawirus trenduje…

Wszystko jasne, zatem startujemy!

Co robić w domu? #1: Zwiększanie świadomości

Dwa tygodnie w domu. Skoro teoretycznie mamy przebywać na tak ograniczonej przestrzeni życiowej, warto ją odkryć na nowo. I w tym momencie wkracza uważność. Znana też jako mindfullness. I zmienia zasady gry.

Przyznam, że jestem laikiem. Ale coś czuję, że w przypadku uważności nie trzeba mieć doktoratu. Dla mnie to podchodzenie do codziennych czynności z dodatkową porcją świadomości. Zazwyczaj wykonujemy je prawie na automacie. Raczej nie chybię mówiąc, że większość z nas nie skupia się na fakturze pościeli czy dokładnym przeżuwaniu śniadania. 

Uważność jest o tyle wspaniała, że możemy się do niej zabrać z miejsca. Bez przygotowań, bez rozgrzewki. Może mieć różne formy. Możemy się za nią zabrać przy wykonywaniu dowolnej czynności. Pięć minut uważnego picia porannej kawy jest bardzo dobrym początkiem. Dobra, lecimy z kawą. Albo innym ciepłym napojem. Następnym razem gdy przygotujecie sobie gorący kubek, zobaczcie, jak na Was oddziałuje. Jak ciepło przenika dłonie. Albo para zostawia ślad wilgoci na brodzie. Co czujecie, gdy weźmiecie łyk? Takie krótkie, niczym niezakłócone momenty potrafią mocno zakotwiczyć w tym, co dzieje się tu i teraz. I odciąć się od szumu informacyjnego. Myślę, że w obecnej sytuacji warto się obdarować takim spokojnym momentem. Dlatego staram się wplatać uważność gdzie tylko mogę. Wcierając w ciało balsam, wycinając zdjęcia do kolaży albo ustawiając reklamy w pracy.

Bardziej zaawansowaną formą uważności może być joga albo medytacja. Do obu aktywności polecam Wam aplikację Keep Yoga. Zawiera setki ćwiczeń o zróżnicowanym poziomie w których instruktor łagodnym głosem przeprowadza Was przez każdy krok.

Oczywiście jeśli nigdy nie wykonywaliście jogi nie radzę, żeby natychmiast przechodzić do supertrudnych rzeczy. Nawet proste zestawy ćwiczeń potrafią być wymagające. 

Podsumowując, mając trochę więcej czasu, możemy odkryć przyjemność całej masy mikrodoznań.

Co robić w domu? #2: Zajrzyj sobie do głowy!

Co powiecie na incepcję? We wnętrzu naszych domów wejdźmy do wnętrza naszych głów. A dokładniej zrozummy jakieś wycinki mózgu. Nie tylko z samego głodu wiedzy, ale też żeby dowiedzieć się, jak być dla siebie lepszym. Od kiedy poznaję mechanizmy stojące za moim zachowaniem, reakcjami i odbiorem rzeczywistości, żyje mi się znacznie lepiej. Jestem wielkim fanem zanurzania się w umysł. Ze względu na deficyt czasu często robię to z pomocą YouTube’a podczas sprzątania. Moimi sprawdzonymi i zaufanymi kanałami są Hania Es i Natalia Nishka Tur. U Hani bardzo podoba mi się rozmowa z psychoterapeutą Przemkiem Mućko, w którym wyjaśniają, skąd biorą się krytyczne głosy w naszych głowach. To Hania pokazała mi, że psychoterapia nie jest dla tak zwanych „czubów”, a dla każdego! Dodatkowo jako pierwsza wyczuliła mnie na traktowanie siebie z większą życzliwością. Z kolei Nishka ujmuje mnie bezpośrednim podejściem do trudnych tematów takich jak reagowanie na szantaż emocjonalny i bycie asertywnym. Może to brzmi pompatycznie, ale dzięki niej zaczęłam zwracać uwagę na mój dobrobyt i stawianie granic. Choć to nasze podstawowe prawo, zauważam, że skrępowani tym, co ludzie o nas pomyślą/ jak się poczują zupełnie o nim zapominamy. A warto pielęgnować tę umiejętność i związaną z nią odwagę. Jeśli jednak nie ufacie jakimśtam jutuberom, zapraszam do Strefy Psyche SWPS-u, tam chyba każdy znajdzie coś dla siebie. 

Choć w dwa tygodnie nie odmienimy diametralnie swojego myślenia, mogą one stanowić pierwszy krok.

Co robić w domu? #3: Porządek w szafie

Co za banał, prawda? A może niekoniecznie? Jeśli zdarzyło Wam się czuć nieuzasadnioną presję kupowania, takie oczyszczenie może być zbawienne. Bez żadnego przesadzania! 

Przy okazji porządków zaczęłam interesować się jakie materiały na siebie wkładam. Na przykład rezygnuję z poliestru, który zupełnie mi nie odpowiadał, ale latami to ignorowałam. To przez niego pociłam się jak mysz i to nie moje elektryzujące się włosy są do dupy, a materiały, które przeciągam po głowie. Albo przez pół życia trwałam w przekonaniu, że wiskoza to zło, przecież brzmi tak.. chemicznie. A okazuje się być całkiem fajnym gostkiem. Podlinkuję fajne artykuły o obu materiałach, bo jest tam masa przydatnej zakupowej wiedzy. 

Jak posprzątać szafę? Z nienoszonymi ciuchami i terrorystami się nie negocjuje. Źle leży? Nie odpowiada mi poziom wygody? Kupiłam, bo podobało mi się na kimś i tak naprawdę podświadomie chciałam być jak ta osoba, a nie po prostu mieć nowy fajny ciuch? Eksmisja z szafy i sprzedaż. Ten proces bardzo fajnie opisała Paulina lis z kanału Lisie Piekł0. W podlinkowanym filmie znajdziecie masę wskazówek.

Znalazłam klientów na facebooku, a dokładniej na grupie Sprzedaj Ciut Więcej. Polecam ją, bo znalazłam tam kilka bardzo miłych i ogarniętych klientek. Sprzedam Wam protip: warto sprzedawać ubrania w paczkach (czyli na przykład rozmiar M), po nieco niższej cenie niż osobne sztuki. Zauważyłam, że w ten sposób można sprzedać niechciane rzeczy szybciej. A jeśli mimo marketingowych wygibasów nie możecie czegoś sprzedać, a nie chcecie wyrzucać, warto wystawić je w grupie Uwaga, śmieciarka jedzie. To miejsce na oddawanie niechcianych rzeczy. Z tego co wiem, schodzą one całkiem szybko. Śmieciarka ma lokane podgrupy dla dużych miast, warto ich poszukać, bo wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś przygarnie nasze graty.

Oczywiście w obecnej sytuacji lepiej jest odwlec przekazanie rzeczy do bezpieczniejszego momentu, ewentualnie skorzystać z paczkomatu. Nie warto ryzykować zdrowia swojego i kurierów.

Choć może to zabrzmieć dziwnie, opróżnienie szafy było dla mnie oczyszczające. Po pozbyciu się zbędnych rzeczy czuję radość i jakieś takie wewnętrzne uporządkowanie. I mniejsze przywiązanie do rzeczy. Nie mam potrzeby zapełniania pustych wieszaków. Pewnie oddam je drugiej połówce szafy. 🙂

A to jeszcze nie koniec szafowej rewolucji. Zapewne czeka mnie jeszcze drobna redukcja. I mocne postanowienie poprawy. Nie chcę brać udziału w greenwashingowym cyrku sieciówek. W związku z tym zagłębiałam się w świat marek lokalnych. Muszę powiedzieć, że polskie brandy w niczym nie odstają od produkcji zagranico. I Was też zachęcam do eksplorowania tego obszaru. Przez koronawirusa polscy twórcy mają pod górkę, a robią kawał dobrej roboty! I warto ją docenić, niekoniecznie kupując ich produkty. Zaobserowowanie na insta, udostępnienie, komentarze pełen uznania… Takie małe gesty są na wagę złota!

zotanwdomu-koronawirus
więcej kolaży znajdziecie na moim instagramie burzawmozgu!

Co robić w domu? #4: Nauka

Kto nigdy nie zapisał przydatnego filmiku, a potem o nim zapomniał, niech pierwszy rzuci paczką makaronu. Dwa tygodnie to idealna ilość czasu na przejście kursu i opanowanie jakiejś czynności na całkiem niezłym poziomie. Warto zrobić przegląd kursów, które leżą nam na kontach i się kurzą.

Na przykład ja zamierzam lepiej poznać moje narzędzie pracy – Photoshopa. Korzystam z niego od ponad roku, ale ciągle jest mnóstwo nieodkrytych funkcji i już lekcja testowa rozwaliła mi głowę. Mam nadzieję, że nie ona jedyna. 

A jeśli nie macie takich zapomnianych materiałów i macie ochotę na naukę, myślę, że tak na dobry początek warto wpaść na Udemy. Można znaleźć tam mnóstwo kursów w przystępnych cenach.

Inflacja nas ograbi, papier toaletowy wykupią, ale tego, co zostanie nam w głowie, nikt nie odbierze. 

Dobre miejsca w internecie

Jeśli macie dość katastroficznych newsów o koronawirusie i chcecie sobie zwolnić, i po prostu napełnić się dobrą energią, mam dla Was kilka pięknych, śmiesznych i dobrych (z angielskiego holsom – jestem zachwycona tym słowem) miejsc w internecie.

W takich trudnych momentach jak epidemia kocham siłę internetu. Manifestacja solidarności z pomocą #zostańwdomu trochę mnie wzruszyła. Ale zaraz potem opadły mi ręce, bo ludzie radośnie wrzucają na walle, że można u siebie zdiagnozować covid-19 wstrzymując oddech na 10 sekund. Tak dla jasności – takie domowe sposoby nie działają. Żebyśmy się już nie denerwowali, przechodzimy do konkretów.

zeppelinmoon – tworzy urokliwe akwarelowe rysunki zwierząt i nie pierdzieli się w tańcu. Pokazała mi się w polecanych pewnego zimowego poranka, gdy przed zajęciami z nudów scrollowałam Instagrama. Co tu dużo mówić, przepadłam. Zdarza jej się bluzgać, a na story wstawia ciekawostki ze świata zwierząt z własnymi podpisami. A bo wiecie, bo jej poczucie humoru to totalnie moje poczucie humoru. Kiedyś do niej napisałam, pogadaliśmy trochę i wysłała mi mnóstwo emoji z nietypowymi zwierzętami. No kurde kupiła mnie, bez dwóch zdań. Gdybym nie była sobą, chciałabym być nią.

Komiksy Strange Planet – jest w internecie taki gość, który nazywa się Nathan i tworzy komiksy z kosmitami, którzy mierzą się z codziennością, ale do jej opisu używają trudnych angielskich słów. Więc często oglądam je ze słownikiem. Kurde, nie wiem jak to lepiej opisać, musicie sami zobaczyć te stwory! Po prostu wpiszcie sobie w wyszukiwarkę Strange Planet i się przekonacie.

Komiksy What’s up Beanie to kolejna pozycja w stylu holsom. Dziewczyna w różowych włosach w kilku klatkach opowiada o śmiesznych sytuacjach z dzieciństwa i introwertycznych zmaganiach. Każdy z nich jest rozczulającym miodem na serce, bo myślę, że oglądając te komiksy można odkryć w głębi siebie małego brzdąca, który nie do końca ogarnia świat.

Wracamy na polskie podwórko. Alek Morawski nie jest pierwszym lepszym ilustratorem. Choć scrollowałam przez jego instagrama setki razy, zawsze wracam, bo odkrywam tam coś nowego. Ma najfajniejszy styl rysowania, jaki widziałam. Gdyby był dzieciakiem w latach dwutysięcznych, to mialby wszystkie rzadkie karteczki. Śliskie i z brokatem. I każdy by chciał się z nim wymieniać. Ta oderwana od wszystkiego metafora jest tylko po to, żeby uzmysłowić Wam skalę fajności w moim osobistym rankingu.

Szajn to internetowy miesięcznik o body positivity, psychologii, seksualności, feminizmie i kulturze. Co ciekawe, artykuły tworzą dziewczyny-ochotniczki. Każdy może napisać do szajnu, więc jeśli macie ciekawe historie do opowiedzenia, to koniecznie spróbujcie! To może być bardzo ciekawe i budujące doświadczenie. Szajn tworzy fajną, wspierającą społeczność. Z taką liczbą sprzecznych komunikatów, jakie otrzymujemy ze świata i internetów, takie babskie wsparcie jest czymś super!

Blog Janina Daily – Janina Bąk to jest taka babka, co zna się na statystyce jak mało kto. I na dodatek potrafi nią zainteresować. Przekonała mnie, że statystyka nie kłamie. Robią to ludzie, którzy ją wykorzystują. Dzięki niej podchodzę krytycznie do wszelkich straszących wykresów. Na blogu znajdziecie głównie jej perypetie życiowe, bo przedziwne życiowe wypadki bardzo lubią się jej przytrafiać. A Janina opowiada o nich w tak wdzięczny sposób, że nie sposób jej nie lubić. Jednak kiedy trzeba zabrać głos w trudnej sprawie, nie patyczkuje się. Szanuję.

Na koniec zostawiłam Wam nie wisienkę, a cały tort. Kojarzycie białego puszystego kota, który drze mordkę? Otóż więc posiada on instagrama i ten instagram jest perfekcyjny. Nazywa się Thurston Waffles. Idźcie tam tak szybko, jak to możliwe!

Gdzie szukać informacji?

I na koniec merytoryczne kanały i źródła danych. Znajdziecie w nich realne informacje, a nie clickbaitową treści wodząca za nos do ostatniej linijki.

Dużo nowych informacji pojawia się na bieżąco – mnóstwo z nich okazuje się być spekulacjami. Na stronie WHO czy gov.pl są tylko sprawdzone informacje. Ograniczenie się do przeglądania tylko tych dwóch witryn może pomóc w odcięciu się od katastroficznych treści.

Jeśli nie macie czasu ani nerwów, żeby przebijać się przez komunikaty, polecam informacje w pigułce, w formacie wideo. Oczywiście z zerowym stężeniem paniki. Z czystym sercem mogę polecić kanały Nauka. To Lubię!, Kasia Gandor i Uwaga! Naukowy Bełkot. Tam nikt nie będzie Was straszyć, a naszpikuje wiedzą przydatną w potyczkach z fake newsami.

Powoli zbliżamy się do końca. Mam nadzieję, że podpowiedziałam Wam, co ze sobą zrobić i choć trochę pokrzepicie swoje serca. Powtarzam: niech chęć produktywnego napierdzielania będzie WASZĄ decycją i WASZĄ potrzebą. Nie musicie skakać z saltem ponad poprzeczkę internetowych kołczy produktywności. Oglądanie drącego mordę kota też jest spoko. Najważniejsze jest robienie tego, co Wam w tym niełatwym czasie pomaga. Ja spadam do dbania o siebie.

Szanujcie jeże leśne i kota swojego, nie dajcie się zwariować gównonjiusom i gównoburzom, a co najważniejsze: uważajcie na siebie i innych. Damy radę. <3

PSSST! Jeśli w pracy zdalnej robisz sobie przerwę na piętnastominutowy filmik z kotkami, podniesiesz znad niego oczy i okaże się, że jest już dwunasta, a Ty jesteś nadal w piżamie, przeczytaj mój post o pracy zdalnej sprzed paru miesięcy! 😻

PS Fragment o socjalizacji należy zaadaptować do obecnych warunków. Na przykład z pomocą Hangoutsów, Whereby czy innych komunikatorów.

LINKOWNIA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *