fbpx

Jak skutecznie się uczyć w dorosłości? Rozmowa z Anią Kanią.

Autor: Magda Owsiany •  Aktualizacja: 08/18/22 

Transkrypcja podcastu:

Magda: Nadchodzi burza. Ale przyjemnie jest odpalić mikrofon i znowu gadać. Bardzo się cieszę, że chcesz mnie posłuchać. A właściwie nas, bo dziś gościnią podcastu jest Ania Kania – ekspertka od efektywnej nauki. Misja Ani jest mi bardzo bliska, bo ta dziewczyna-rakieta chce pokazywać, że można odejść od modelu „zakuć, zdać, zapomnieć” i uczyć się sprytniej, mniejszym nakładem pracy. Dodatkowo, tworzy platformę edukacyjną „Umiejętności XXI wieku”, gdzie eksperci z różnych dziedzin pokazują, jak nawigować po naszych zwariowanych czasach. Dziś pogadam z Anią, jak skutecznie się uczyć, nie tylko na studiach czy w szkole. Teraz mamy tyle możliwości zmiany kariery i podejmowania nowych pasji, że tylko brać i korzystać. Z tego odcinka dowiesz się, jak skutecznie przyswajać wiedzę i trwać przy nauce nowej umiejętności. I już ostatnia uwaga. W trakcie rozmowy z Anią pech chciał, że zawiodły ustawienia nagrywania. Momentami nasze głosy są przesterowane, ale samo mięcho tej rozmowy jest tak fajne, że kurde, zaryzykowałyśmy i puszczamy rozmowę dalej w świat. Ale -jeśli słuchanie będzie dla Ciebie zbyt niekomfortowe, to w opisie tego odcinka linkuję do transkrypcji rozmowy. Tam możesz wyciągnąć dla siebie niezbędną wiedzę. Cześć, Ania. Miło mi Cię tu gościć. 

Ania: Cześć. Dziękuję za zaproszenie.

Magda: Cofnijmy się w czasie do momentu, kiedy chodziłyśmy do szkoły. Nie wiem, jak Ty, ale ja w mojej edukacji nie miałam za dużo nauki o tym, jak powinnam się uczyć. Jedyne filozofie uczenia, jakie poznałam, to „zakuć, zdać, zapomnieć” i może jedna trochę bardziej sensowna, że uczę się dla siebie, nie dla ocen. Choć w praktyce różnie bywało. W każdym razie, po co uczyć się jak mamy się skutecznie uczyć? Nie wystarczy wkuwanie na pamięć?

Ania: Ja myślę, że to wszystko zależy od Ciebie i od Twojego komfortu, bo spotkałam się naprawdę z wieloma osobami, które nie są zainteresowane technikami efektywnej nauki, nie jara ich to. Wolą pozostać przy przepisywaniu notatek i kuciu materiału. To może wynikać z dużej ilości czasu, często są to jeszcze osoby w podstawówkach, albo po prostu z jakichś własnych przekonań. Ja nikogo nie chcę zmuszać do efektywnej nauki, ale uważam, że jest to pewne źródło wolności dla nas. Efektywna nauka jest przyjemniejsza i sprawniejsza. I dzięki niej możemy nie dość, że lepiej przyswoić dany materiał, lepiej go zapamiętać, nauczyć się go z przyjemnością, z frajdą i sprawić, że nauka stanie się zabawą, a przecież nauka jest ogromną częścią naszego życia, szczególnie tego młodego życia, więc po co się męczyć? Po co się denerwować, zmuszać do czegoś? Uważam, że dlatego właśnie warto uczyć się technik efektywnej nauki, żeby czerpać z tej nauki przyjemność, żeby to była dla nas zabawa i czysta radość, a nie męczarnia. Więc to jest na pewno taka pierwsza rzecz. A druga rzecz to czas. Ja, gdy nauczyłam się technik efektywnego uczenia się, zyskałam masę czasu wolnego na bardzo angażujących studiach. Studiowałam germanistykę o specjalności tłumaczeniowej. To jest kierunek, na którym w każdym tygodniu masz kolokwia. To nie jest kierunek, który zdajesz dopiero pod koniec semestru, tylko kolokwia są cały czas, nauki jest masa i faktycznie wielu studentów żyło tymi studiami. Jakby życie nie istniało dla nich poza studiami. Studia były wszystkim. A ja uwolniłam się od tego i na tak wymagających studiach, miałam czas na pisanie bloga, który jak wiesz, jest bardzo angażujący. W ogóle działanie w Internecie jest bardzo angażujące. Miałam czas na pisanie bloga, na prowadzenie Facebooka, Instagrama. Miałam czas na podróże, na realizowanie jakichś własnych pasji, na imprezy. Nigdy nie doszłam do sytuacji, w której komuś odmówiłam albo czegoś sobie odmówiłam, bo muszę się uczyć. Więc po co się uczyć? Dla czasu i przyjemności z nauki i dla lepszego zapamiętania informacji, tak? Często ludzie dążą do tego: „Ania, jak zapamiętywać te informacje na zawsze? Jak to zrobić, żeby one nie uciekały po jednym sprawdzianie, po egzaminie? Chciałabym, żeby ze mną zostały”. Więc warto uczyć się efektywnie, żeby nie zmarnować tego okresu nauki i żeby ta wiedza z nami została. 

Magda: A czy dorośli też mogą korzystać z zasad efektywnej nauki? Bo teraz rynek pracy bardzo się zmienia. Coraz częściej specjaliści na temat przyszłości i generalnie pracy mówią o tym, że będziemy coraz częściej zmieniać nasze kariery, że już rozwój kariery nie jest taki liniowy, że po prostu pniemy się po jej szczeblach, tylko zmieniamy stanowiska, zmieniamy nasze specjalizacje. I czy dorosłe osoby też mogą skorzystać z przyswojenia sobie zasad efektywnej nauki?

Ania: Tak, jak najbardziej dorośli już teraz są zainteresowani efektywną nauką i widzę, że tego potrzebują. Ja w moim kursie efektywnej nauki mam radców prawnych, mam lekarzy, mam psychologów już praktykujących, którzy cały czas też muszą się edukować, osoby, które są zakochane w językach i uczą się ich cały czas. Mam osoby, które zmieniają pracę w korporacjach i też mają dużo nowej wiedzy do przyswojenia. Tak, że tam te metody tym bardziej się przydadzą, bo jak wiadomo, w szkole mamy masę czasu na to, żeby się uczyć po zajęciach, a w dorosłym życiu chodzimy do pracy, mamy jakieś swoje dorosłe obowiązki, mamy swoją rodzinę, swoje życie i tym bardziej, tym trudniej jest nam znaleźć przestrzeń i czas na to, żeby się zacząć uczyć, a jeżeli robimy to starymi, klasycznymi metodami na zasadzie wkuwania czy przepisywania jakichś informacji, to widzimy sami, że to nie ma sensu, że to jest pracochłonne, wkurza nas to, wiesz, takie nastawienie do nauki, które nam zostało wpojone w szkole, sprawia, że też ludzie mają mniejszą chęć na rozwój i na to, żeby tę pracę zmieniać i uważam, że ta umiejętność w dorosłym życiu jest bardzo ważna, żeby nie blokować samego siebie przed rozwojem. Na pewno słyszałaś nie raz takie zdanie, że „zrobiłbym tamto, ale jak sobie pomyślę o tym, ile to jest nauki, ile trzeba na to czasu poświęcić, to mi się odechciewa. Sami w ten sposób właśnie blokujemy się w rozwoju. Dlatego dorośli jak najbardziej mogą skorzystać z technik efektywnej nauki, ponieważ to są techniki, które są zgodne z działaniem naszego mózgu, a mózg każdego pięknego Homo sapiens działa w podobny sposób, właściwie w taki sam, jeżeli jest zdrowym mózgiem, to w taki sam sposób. I te procesy uczenia się są takie same u wszystkich mózgów. Dlatego nieważne, czy masz 13, 20, 40 czy nawet 60 lat, to te mózgi, te procesy zapamiętywania wyglądają tak samo. I celowo powiedziałam „nawet 60”, ponieważ niedawne badania odkryły, że nasz mózg wcale tak szybko się nie starzeje i jego funkcje wcale tak szybko nie spowalniają. I tak naprawdę dopiero po 60. roku życia możemy zauważyć jakieś spowolnienie w procesach uczenia się, ale 40-stki, 50-tki spokojnie mogą uczyć się takim samym tempem jak 18-latki.

Magda: Czyli nie ma wymówek „jestem za stara”.

Ania: Dokładnie, nie ma takiej wymówki. 

Magda: To w takim razie – od czego warto zacząć naukę efektywnej nauki?

Ania: Na pewno warto zastanowić się, czego chcemy się uczyć i do czego ta efektywna nauka nam jest potrzebna, ponieważ od tego zależą techniki, które wybierzemy. Jeżeli uczymy się czegoś, co jest bardzo teoretyczne, merytoryczne, to ja uważam, że warto zacząć od opanowania umiejętności tworzenia efektywnych notatek. Takich, które są przejrzyste, z których dobrze się uczy i co dla mnie jest bardzo ważne – których tworzenie już jest nauką. Dla mnie w efektywnej nauce bardzo ważna jest zasada oszczędności czasu i uważam, że można uczyć się już podczas samego tworzenia notatek, że to nie jest tak, że najpierw sobie wszystko rozpisujesz na kartkach, a potem dopiero z tym siadasz i to kujesz. Tylko sam proces pisania może być już nauką i dlatego ja wszystkim na początku polecam moje ukochane mapy myśli. Uważam, że to jest spokojnie rzecz, od której można zacząć. Ja od tego też zaczęłam i zdecydowanie mapy myśli zrewolucjonizowały moje studia. Pamiętam, jak stworzyłam pierwszą mapę w godzinkę i zrobiłam z niej fantastyczną prezentację na piąteczkę. To mnie zszokowało wtedy, że mogłam tak krótko się przygotowywać, tak krótko się uczyć. Miałam nawet w sobie pewien lęk, że za krótko, że ja powinnam dłużej się uczyć. No jak to tak, tak szybko, rach, ciach, godzinka i gotowe? No, to nie może się…

Magda: Przecież nie pracowałaś ciężko.

Ania: No właśnie, nie pracowałam ciężko, miałam z tego przyjemność i frajdę, tworząc tę mapę, rysując różne rysuneczki. A tu się okazuje, że zasłużyłam na piątkę. To byłam w ogromnym szoku i wtedy postanowiłam zgłębić się w tę technikę i dlatego bardzo ją polecam na pierwszy ogień. Mapy myśli mają, otoczone są wieloma mitami, które zniechęcają do tej formy uczenia się i notowania. Zniechęcają wiele osób, a tak naprawdę są jedną z najbardziej efektywnych metod nauki, bo kiedy tworzymy mapę i angażujemy w to wszystkie swoje zmysły, kiedy rysujemy obrazki, kiedy używamy na tej mapie gwary albo jakiegoś potocznego języka, dokładamy do tego emocje, dzielimy wiedzę kolorami, to już wtedy pobudzamy nasz mózg do uczenia się. Już wtedy to zaangażowanie, ten proces kreatywny sprawia, że mózg zaczyna zapamiętywać te informacje, bo kiedy podajemy naszemu mózgowi wiedzę w nudny, jakiś taki monotonny sposób, to on nie jest tym zainteresowany. On uważa, że to jest jedna z tych rzeczy, które może olać tego dnia. Podobnie jak nie zapamiętał nie wiem, tekstów wszystkich piosenek, które usłyszał dzisiaj w radiu, tak samo nie chce zapamiętać tekstu z podręcznika, bo uważa, że to jest ta kolejna nudna informacja, która do niczego się nie przyda. Ja lubię personalizować mózg, więc w ten sposób będę o nim mówić, ale oczywiście, on nie jest osobnym bytem, ale tak mi jest łatwiej opowiadać o tych wszystkich procesach. I kiedy mózg widzi, że się czymś emocjonujesz, że dzieje się coś ciekawego na tej kartce, jest dużo kolorów, dużo jakichś zabawnych sytuacji się wydarza, bo przy nauce też można wykorzystać humor i to jest bardzo skuteczne. Nawet jeżeli wrzucamy jakieś takie konteksty seksualne, to jest też coś, co bardzo mózg lubi i chętnie zapamiętuje, no to wtedy on już ma bodziec do tego, żeby te informacje zostawić, bo okazuje się, że one są ważne, ciekawe i on chce je mieć, po prostu. 

Magda: Ja tylko wtrącę, że na kanale u Ani Kani, na YouTube są dwa bardzo ważne filmiki. Po pierwsze – jak tworzyć mapy myśli. A po drugie – to jest nawet ważniejszy filmik – jak unikać błędów podczas ich tworzenia i podlinkuję je pod podcastem. A teraz oddaję głos Ani.

Ania: Tak, dziękuję bardzo. Tak, szczególnie polecam ten filmik o błędach i mitach, bo na pewno kiedy stworzycie swoją pierwszą mapę, to pojawią się takie błędy, a może nawet nie błędy. To się przekonacie sprawdzając ten filmik. Mapy myśli są moim zdaniem takim pierwszym krokiem do tego, żeby lepiej uczyć się bardzo teoretycznych informacji. A jeżeli mamy nauczyć się jakiejś nowej umiejętności, posiąść jakąś taką wiedzę bardziej manualną, fizyczną, coś co nie wymaga aż tyle teorii, to bardzo polecam na początek zainteresować się zarządzaniem czasem, organizacją pracy, planowaniem pracy. To jest bardzo ważny element efektywnego uczenia się. I wtedy dużą robotę za Was zrobi Wasz mózg, który automatycznie z dużą łatwością uczy się takich manualnych rzeczy, ale Wy musicie mu dać na to przestrzeń i możliwość skorzystania po prostu z jego potencjału. Wszystkie takie pasje nowe czy nawet zajęcia zawodowe, które są związane z pracą manualną, czy to malowanie, czy jazda konna, czy szycie na maszynie, to są rzeczy, których mózg uczy się prawie, że automatycznie. Nie musicie mu w jakiś sprytny sposób podawać tej wiedzy, ale warto dać mu przestrzeń do tego i pokazać, że ta rzecz jest ważna w Waszym życiu, bo to się właśnie wokół tego też kręci, że mózg zapamiętuje ważne informacje. Więc jeżeli regularnie siadamy do jakiejś pasji, jakiegoś zajęcia, to on wie, że ma tę umiejętność rozwijać. Ale także wyobrażając sobie w wolnym czasie działanie w tym zakresie, tak? Czyli na przykład jeżeli mówimy tutaj o jeździe konnej, to można sobie wyobrazić, że jeździ konno, albo wyobraża się sobie ruchy malarskie – w ten sposób wzmacniamy połączenia neuronowe w naszym mózgu i także ułatwiamy mózgowi nauczenie się tej nowej umiejętności. Taka wizualizacja bardzo fajnie działa. A to, że dajemy mózgowi czas i przestrzeń na tą umiejętność sprawia, że on wie, że to jest po prostu ważne i warte zapamiętania.

Magda: To jest bardzo intrygujące. Chcę jeszcze wrócić do tematu planowania. Ostatnio dostałam od odbiorczyni wiadomość, że chętnie by sobie jakoś zorganizowała swoje działania, ale jak widzi słowo „planowanie”, „organizacja” to aż jej drętwieje skóra, że po prostu naprawdę tego nie cierpi. Jak można się przemóc, żeby zacząć planować? 

Ania: Na pewno nie jestem za zmuszaniem się do czegokolwiek. Natomiast jeżeli chcesz, no właśnie, to jakby tutaj jest lęk przed samym słowem „planowanie”, czy przed samą tą wizją tego, że teraz będę mieć takie poukładane życie i nie będzie tam w ogóle spontaniczności?

Magda: Z tego, co zrozumiałam, to chyba właśnie lęk przed takim poukładaniem życia od linijki, że już właśnie nie będzie miejsca na spontaniczność i moje życie stanie się taką nudną linią odhaczania zadań.

Ania: OK, rozumiem to. Wydaje mi się, że moje życie odkąd je planuję i organizuję, jest wręcz jeszcze bardziej spontaniczne, bo może powiem do jakiej sytuacji ja doszłam w mojej pracy dzięki organizacji, kiedy zaczynałam planować sobie moje zadania. Wyglądało to tak, że faktycznie miałam całą listę kilkunastu zadań na dany dzień i byłam zawalona pracą, wiedziałam dokładnie, że od 11:00 do 11:30 piszę post na Instagram, a od 11:30 do 12:00 mogę ewentualnie sobie zrobić jakąś przekąskę. To było przerażające. I jeżeli z tym komuś kojarzy się organizacja i planowanie, to spokojnie – to może wyglądać inaczej. Można mieć w tym dużo więcej wolności i wydaje mi się, że takie negatywne nastawienie do organizacji właśnie wynika z przekonań na jej temat. W moim przypadku, teraz wygląda to tak, że przede wszystkim nie daję sobie więcej zadań na dany dzień niż trzy. Jednego dnia mogę zrobić maksymalnie trzy zadania. I często tylko jedno jest tak naprawdę jakimś dużym zadaniem, a pozostałe są drobniejsze, przyjemniejsze, lżejsze. Następnie, pozwalam sobie na to, żeby znaleźć w swoim życiu ten najlepszy czas w ciągu dnia, w którym mi się najlepiej pracuje. I dla mnie to są późne poranki. Ja tak zaczynam pracę około 11-stej i pracuję 3 godziny. I to jest bardzo zorganizowana i bardzo zaplanowana praca. Ja jestem bardzo zorganizowanym człowiekiem, mam bardzo dużo rzeczy oddelegowanych. Myślę, że właśnie ta chęć planowania i organizacji raczej dała mi ogromną wolność i możliwość spontanicznego życia, niż jakoś tam mnie ograniczyła. Oczywiście, to jest praca zdalna, influencerki, osoby, która jest na własnej działalności gospodarczej, więc wiadomo, że to nie sprawdzi się u wszystkich, ale jeżeli rozmawiamy tutaj o nauce, na przykład po powrocie z pracy, po 8 godzinach pracy, to wciąż uważam, że zaplanowanie tej nauki na czas między 18-stą a 19-stą daje nam więcej wolności i więcej możliwości spontanicznego przeżywania życia niż powrót z pracy o 15-stej i zastanawianie się nad tym, kiedy ja się pouczę niż też takie… Pojawia się wtedy takie ciągłe odkładanie tego zadania, taka prokrastynacja. I to zadanie zaczyna nas stresować, męczyć. Ta wolność i spontaniczność gdzieś tam zanika. Pojawiają się nieprzyjemne emocje, stres i to tak naprawdę rujnuje całą zabawę, całą przyjemność z nauki. Dlatego uważam, że no organizacja i planowanie są naszą drogą do wolności i spontaniczności, a nie odwrotnie.

Magda: Wow, to robi wrażenie. A tak serio, to zauważyłam to u swoich kursantów, rzeczywiście, że bardzo pomogło im to, kiedy zrobiłam właśnie lekcję o tym, że planowanie może być bardzo pomocne, żeby właśnie znaleźć czas na to, na czym nam zależy, bo kiedy wiecznie odkładamy jakąś rzecz na powiedzmy jakiś ten mityczny wolny czas, to on może nigdy nie nadejść, bo mówimy sobie o wolnym czasie, a tu nagle się pojawia jakiś prozaiczny obowiązek typu „o, muszę jeszcze wywiesić pranie, posprzątać”, coś tam, coś tam. W efekcie, mimo że zależy nam na przykład na nauce jakiejś nowej rzeczy, żebyśmy mogli mieć większe kompetencje, żeby zdobyć lepsze stanowisko albo po prostu chcemy zrobić coś ciekawego ze swoim życiem, zamiast robić te rzeczy, na których nam zależy, to odkładamy je, bo tak jak mówisz – pojawia się prokrastynacja, więc zdecydowanie się z Tobą zgadzam.

Ania: Ja w ogóle myślę, że nie istnieje coś takiego jak czas wolny w dzisiejszych czasach. I wiem, że to bardzo kontrowersyjnie może brzmieć, teraz to co powiem, ale ja czuję w swoim życiu i też po rozmowach ze znajomymi widzę, że mają podobnie, że raczej teraz musimy sami zdecydować o tym, żeby jakąś część życia zaniedbać i postawić wtedy na siebie, że ja świadomie na przykład nie zdjęłam od dwóch dni prania, bo postawiłam na siebie i na to, żeby znaleźć czas na spełnienie swoich potrzeb. Tak samo jest u mnie ze sprzątaniem, z wyciągnięciem ze zmywarki, z jakimiś takimi prozaicznymi obowiązkami, które zaczęłam odpuszczać i nie przywiązywać do nich wagi, na rzecz odpoczynku, zadbania o siebie albo właśnie na rzecz pasji, czasu z partnerem, na rzecz nauki. No niestety, nasza doba ma tylko 24 godziny i żeby też nie przepracować się, nie zaharować, żeby nie doszło do tego wypalenia zawodowego, no to my potrzebujemy w tym życiu czegoś więcej niż tylko praca, jedzenie, sprzątanie no i co, i film wieczorem. I ja po prostu odpuszczam niektóre rzeczy i dzięki temu sama wygospodarowuję sobie czas wolny, bo on w moim życiu by się nigdy nie pojawił.

Magda: Te rzeczy, które mówiłaś na temat właśnie wygospodarowania sobie swojego wolnego czasu, przypomniały mi o tym, co mówiłaś wcześniej. O tym momencie, w którym wyobrażałaś sobie, kiedy po raz pierwszy skorzystałaś z mapy myśli i super szybko się nauczyłaś rzeczy, byłaś bardzo zdziwiona, że nauka może tak wyglądać, że to nie musi być takie zaharowywanie się. I wydaje mi się, że w Polsce jeszcze bardzo pokutuje taki kult ciężkiej pracy, że jeżeli nie wypruwasz sobie żył, jeśli nie padasz na gębę, to oznacza, że nie pracujesz wystarczająco ciężko i Twoja praca nie jest wartościowa. Co myślisz na ten temat?

Ania: Tak, to niestety jest pozostałość po czasach komunizmu i tego, co jakby ta filozofia pozostawiła w naszych głowach, bo tam bardzo ważny był kult przodowników pracy i osoby, które poświęcały swoje życie dla pracy, były bardzo gloryfikowane, stawiano im pomniki, były wyróżniane na tle społeczeństwa. I gdzieś to tam w naszej mentalności zostało. Mam nadzieję i też wydaje mi się, że jest coraz lepiej, że to raczej gdzieś tam tkwi w starszym pokoleniu, ewentualnie no zostało nieco przeniesione, przynajmniej na moje pokolenie, tak czuję, ale naprawdę jest coraz lepiej. Oczywiście, to podejście jest bardzo krzywdzące dla nas samych i wynika z takiego nastawienia, że my musimy oddać siebie dla jakiegoś wyższego celu, dla wyższego dobra, kiedyś dla społeczeństwa, tak? I my przed tym społeczeństwem musimy pokazać, jak to dużo robimy, jak my bardzo się staramy, żeby zasłużyć na oklaski, na to żeby być docenionym, na to żeby po prostu być wartościowym człowiekiem. Jest to mega krzywdzące i niszczące i myślę, że wiele właśnie wypaleń zawodowych wynika z takiej potrzeby. I ja głęboko wierzę w to, że większość zadań można wykonywać smart not hard i jestem zakochana w usprawnianiu różnych procesów. Uwielbiam to robić w swojej firmie. Uwielbiam to robić nawet w cudzych firmach, bo bardzo często, kiedy jestem w restauracji, zauważam jakieś małe błędy i zadaję pytanie, czy mogę zwrócić na coś uwagę, czy mogę coś podpowiedzieć. Mam jakąś zajawkę do usprawniania procesów i wierzę głęboko, że da się to zrobić w każdej dziedzinie życia, czy to właśnie w pasji, czy w samym takim zwykłym, codziennym życiu, tak? Możemy sobie usprawnić naukę technikami efektywnej nauki. Nie musi to nam zajmować wcale tyle czasu, co w szkole. Możemy usprawnić sobie codzienne nasze życie, tak jak ludzie kupują suszarkę po to, żeby nie wywieszać prania. Możemy usprawniać procesy w swojej pracy, dlatego ja no bardzo, bardzo lubię tą ideę work smart not hard.

Magda: OK. Czyli super ciężka praca nie zawsze jest konieczna do osiągnięcia świetnych efektów, ale co z motywacją? Na przykład kiedy wchodzę w Q&A jakichś twórców, to zawsze pojawia się pytanie: „Skąd bierzesz motywację do pracy?”. Na YouTube królują filmiki jak motywować się do nauki. I zastanawiam się, czy motywacja jest tutaj takim złotym czynnikiem, który jest potrzebny do tego, żeby zacząć naukę, żeby zacząć poznawanie nowego hobby albo rozpocząć przebranżowienie się?

Ania: Najpierw zastanowiłabym się, czym jest motywacja. Ja mam dwie definicje na to słowo. Jedna taka bardziej popularna wśród psychologów to motyw i akcja, tak? Motywacja to powód do działania, powód do ruszenia, do pracy, coś nas motywuje, coś nas skłania do tego, żebyśmy robili daną czynność, daną rzecz. A druga definicja to dla mnie definiowanie motywacji jako uczucia, bo wydaje mi się, że czasem ludzie bardzo pożądają tej ekscytacji związanej z robieniem czegoś nowego. „Kiedyś czułam się taka zmotywowana do tego, żeby chodzić codziennie na siłownię, a teraz już tego nie czuję”. No, ewidentnie mówią wtedy o emocjach, o uczuciach, a nie o jakimś powodzie, tak? Więc wydaje mi się, że jeżeli mamy opowiedzieć sobie o takiej motywacji jako powodzie do robienia czegoś, no to każdy potrafi znaleźć swój, tak? To jeżeli chcę zmienić pracę i muszę się czegoś nauczyć, mam swój powód. Jeżeli chcę jakąś nową pasję poznać, no to robię to dlatego, że na przykład widziałam nie wiem, film na YouTube na ten temat i mnie to zaciekawiło, tak? To jest mój powód. Myślę, że jeżeli znajdujemy coś takiego w sobie, no to to wystarcza, żeby zacząć to robić. A jeżeli chcemy wywoływać na sobie jakieś konkretne uczucia, to to już jest trudniejsze, tak? Bo to tak jakby powiedzieć komuś: „Weź teraz czuj się smutny”, „Weź teraz czuj się właśnie podekscytowana, przerażona”, „No, Magda, przeraź się teraz”. [śmiech] Więc nie ma sposobów na to, żeby wywołać w sobie to uczucie zmotywowania, tą ekscytację. I uważam, że one pojawiają się w naszym życiu wtedy, kiedy są potrzebne. Nie jesteśmy w stanie zmusić się do czucia motywacji. Nie ma żadnych technik, dzięki którym można byłoby wywołać ten stan. No chyba, że faktycznie chcemy pójść w jakąś medytację specjalną, wizualizację i tak dalej, ale to nie o to chodzi chyba, żeby w ten sposób nastawiać się do działania. Ja jestem zwolenniczką nawyków i uwielbiam nawyki i ich moc. Właściwie nawet tworzę sobie całe takie rytuały życiowe, bo każdy nawyk połączony z drugim nawykiem, jest już małym rytuałem. I uważam, że dzięki tworzeniu nawyków, możemy nie potrzebować w ogóle motywacji. Możemy być przyzwyczajeni do tego, żeby coś robić regularnie.

Magda: A w jaki sposób możemy stworzyć dla siebie nawyki, na przykład związane z nauką nowej czynności, żeby nie polegać tylko na magicznej mocy motywacji? 

Ania: Na pewno słyszałaś kiedyś mit o tym, że zdobycie nowego nawyku trwa 21 dni. 

Magda: Oczywiście.

Ania: To jest taka kaczka dziennikarska, która przeszła do literatury popularno-naukowej i nie tylko, z badań nad przyzwyczajeniem się pacjentów do nowej twarzy po przeszczepie. Zajmowało im to właśnie około 21 dni i w ten sposób wywnioskowaliśmy, że 21 dni jest potrzebnych na wdrożenie jakiegoś nowego nawyku. Jest to nieprawda. Nowy nawyk może nam wejść w krew i po 2 tygodniach, ale też po miesiącu, ale też po trzech albo po roku. To wszystko zależy od człowieka, od tego jaką ma motywację w sensie oczywiście powodu do działania. I żeby wdrożyć taki nowy nawyk w swoje życie, najpierw musimy zauważyć w swoim życiu nawyki, które już mamy. To może być codzienne mycie zębów, codzienny spacer z psem. Może już mamy jakiś fajny nawyk w stylu joga rano, wieczorem. I żeby wprowadzić nowy nawyk, musimy go podpiąć pod ten już istniejący. I wtedy istniejący nawyk nazywamy „wyzwalaczem nawyku”. Czyli u mnie to wygląda na przykład tak, że po spacerze z psem, który jest moim wyzwalaczem nawyku, zaczynam uprawiać jogę. Jogę chciałam wdrożyć do swojego życia chyba jakoś z 2 lata temu i próbowałam ćwiczyć ją o różnych porach dnia i po prostu byłam w tym nieregularna. Nie umiałam się zmotywować. Rano uznawałam, że zrobię to wieczorem. Wieczorem byłam zmęczona. Następnego dnia proces się powtarzał i w końcu nie siadałam do tych ćwiczeń. Aż usiadłam ze sobą, przemyślałam moje życie i postanowiłam, że joga zawsze będzie miała miejsce po wyjściu z psem, bo to jest bardzo regularna czynność w moim życiu. I w ten sposób podpięłam ją pod moje życie i później zaczęłam pracować nad czasem, który poświęcam na to zajęcie, bo nie od razu jest tak, że chcemy się poświęcić temu zajęciu. Nie zawsze od razu mamy siłę i ochotę i na początku uczyłam siebie tego, że coś po spacerze z Mią się dzieje i to było czasem tylko rozłożenie maty, założenie ubrań do jogi, czasem po prostu zrobiłam psa z głową do dołu i tyle. I to wystarczyło, żeby mój mózg się przyzwyczajał, że jest takie wydarzenie jak joga po spacerze z psem. I powiem Wam, że z czasem to samo się wydłużało. Ta praktyka jogi była coraz dłuższa. Najpierw trwała może z 5 minut, potem 10, 15, aż doszło do pół godziny. I to naprawdę mam wrażenie, że stało się samo. Tak naturalnie, tak przyjemnie, tak bez zmuszania się. Uwielbiam ten proces wprowadzania nawyków, bo jest taki delikatny, nie ma w tym jakiegoś zmuszania się, męczenia. Chcesz zacząć nowy nawyk, chcesz zacząć biegać, załóż tylko buty rano. Albo chcesz uczyć się codziennie jakiegoś języka, to naucz się jednego słówka po obiedzie. To wystarczy. To jest super.

Magda: Bardzo się cieszę, że mówisz o tych małych krokach, bo często wydaje mi się, że kiedy chcemy się czegoś nauczyć, to mamy takie przekonanie, że albo pouczymy się godzinę dziennie, albo wcale, bo jeśli na przykład tylko założymy buty, to to jest po prostu śmieszne. Przecież to do niczego nas nie doprowadzi. Kiedy rozmawiam z moją społecznością na temat nauki nowych rzeczy, to bardzo często wspominają mi o tak zwanym słomianym zapale, że zaczynają coś robić, mają przez chwilkę zajawkę, ale później to porzucają bez jakiegoś większego powodu. Jak można sobie poradzić z tym stanem, żeby nie porzucać rzeczy, które mimo, że nam się podobają, to jakoś zaczynają nam w naszym życiu ciążyć?

Ania: Od razu mi się klaruje pytanie: czy trzeba nie porzucać? Pewnie to zależy, bo jeżeli jest to coś takiego, na co sami się zdecydowaliśmy i nie mamy ochoty tego dalej robić, to ja bym porzuciła. Nie wiem, jest taka presja na konsekwencję w życiu i na trzymanie się tego, co sobie postanowiliśmy, ale pewnie mówisz tu o takiej sytuacji, gdzie faktycznie musimy coś robić, tak? Tak na przykład jak nauka do egzaminów na studiach albo nauka do pracy, albo do zmiany stanowiska. O coś takiego bardziej Ci chodzi?

Magda: Dokładnie.

Ania: To moim zdaniem tutaj odpowiedzią są nawyki, że to jest dokładnie to, o czym przed chwilą rozmawiałyśmy. Słomiany zapał jest też związany trochę z brakiem motywacji, prawda? Robimy coś na początku z wielką ekscytacją i tym uczuciem motywacji, a później przestajemy to robić, bo uczucia motywacji już nie ma, nie ma tej ekscytacji i rezygnujemy z tego działania. I jeżeli jest to coś, co wiemy, że jest dla nas bardzo dobre albo po prostu musimy to zrobić, to uważam, że nawyki tutaj są odpowiedzią.

Magda: Załóżmy, że chcę się przebranżowić albo uczę się na studia. Co zrobić, jeśli w trakcie tego procesu dopada mnie jakiś kryzys i czuję, że na przykład nie mam siły już się tego uczyć, a wiem, że po prostu jeśli chcę osiągnąć jakiś cel, to muszę po prostu opanować ten fragment materiału, muszę zdobyć jakieś umiejętności?

Ania: Jeżeli mówimy o jakimś konkretnym tu i teraz, to najlepiej przerwać pracę, dać sobie przerwę, chwilę odpoczynku, bo widocznie o to już woła nasz mózg i ciało. I pozwolić sobie na to, żeby odpocząć. W efektywnej nauce staramy się, żeby do tych kryzysów w ogóle nie dochodziło. Dlatego dla mnie super ważną rzeczą w efektywnym uczeniu się są przerwy. Dzięki przerwom my potrafimy, no właśnie, odpocząć, złapać oddech, oderwać się od tego, co robimy, a nasz mózg już pracuje nad przyswojeniem tych informacji, więc to jest zarąbisty trick. Przerwy robimy co około 20-25 minut. Niektórzy robią je rzadziej, bo po prostu są tak przyzwyczajeni do uczenia się przez kilka godzin pod rząd, że nie potrafią skrócić czasu nauki do 25 minut, więc decydują się na początek uczyć się na przykład 40 minut i robić sobie 5-, 10-minutową przerwę. Ona pozwala właśnie odsapnąć i dzięki temu można uczyć się cały dzień i nie czuć żadnego kryzysu. Natomiast jeżeli chodzi o takie poważniejsze kryzysy, które nie dzieją się w tu i teraz podczas nauki, a raczej wynikają z takiego przemęczenia materiału, zmęczenia danym kierunkiem studiów, daną pracą, no to tutaj na spokojnie rozważyłabym to, co się dzieje w mojej głowie, z czego to wynika, czy to faktycznie jest tylko zmęczenie tym materiałem, czy to nie jest tak, że już po prostu czujemy i nasz organizm nam pokazuje, że nie jest dłużej zainteresowany tym, czego się uczymy. Jeżeli zrobimy sobie przerwę, ja jestem bardzo mocną zwolenniczką takich przerw na studiach czy w pracy, uważam, że one pozwalają odetchnąć człowiekowi i spojrzeć na swoje życie z perspektywy, ale znowu w naszym świecie jest taka presja na to, żeby kontynuować wszystko bardzo systematycznie i nie pozwalać sobie na branie tej perspektywy. Tak jak mówię, jestem mega zwolenniczką jakiejś dziekanki, półrocznej, rocznej, żeby sprawdzić po prostu, czy to jest wciąż dla nas, czy ta tematyka nas dalej interesuje i chcemy się w niej rozwijać, bo to jest naprawdę tylko rok z życia, a może zdecydować o całym życiu, prawda? Jeżeli nie wiem, studiujemy medycynę, najprawdopodobniej cała nasza kariera pójdzie w tym kierunku w przyszłości i uważam, że warto sobie czasem odpuścić. I kurczę, ja wiem jak ciężko brzmią moje słowa, że o czym Ty Ania mówisz, jaka przerwa? Nie mogę dawać zawsze łatwych… Jakby w życiu nie ma zawsze łatwych odpowiedzi, nie? Moim zdaniem. Ja miałam taką przerwę w zeszłym roku, dwa miesiące wakacji nie pracowałam w ogóle nad moją firmą, zastanawiałam się co dalej. Przypadkiem właściwie i na flow stworzyłam e-booka, ale to było bez planowania, bez jakiejś takiej wizji w tym, że ja muszę teraz pracować nad e-bookiem. I fajnie to wyszło, ale na pewno przemyślałam sobie bardzo moją działalność i też miejsce, w którym jestem w życiu, pasje, którymi chcę się dalej zajmować, czego ja się chcę dalej uczyć, właśnie jak chcę dalej pracować. I tamta sytuacja, ta przerwa spowodowała, że odkryłam dodatkowe pasje, właśnie jazdę konną i malarstwo, pokierował troszkę inaczej moją firmą, właściwie założyłam drugą firmę. Tyle rzeczy się pozmieniało dzięki tej przerwie. Ja uważam, że one są metamorfozujące i warto je zrobić sobie samemu, świadomie, bo jeżeli tego nie zrobimy, to życie do nas przyjdzie i wymusi na nas taką przerwę. I często ona może być nawet dłuższa niż ta, którą byśmy sobie sami wybrali. Dlatego uznałam, że wolę robić to sama niż żeby życie mnie do tego zmusiło. 

Magda: To są bardzo mądre słowa. Z przyjemnością ich słuchałam i w sumie mi przyszło do głowy, że bardzo często nasze otoczenie albo my sami potraktowalibyśmy taki rok jako coś straconego, ale kiedy o tym opowiadasz, to zmienia się moja percepcja takiego roku, że to nie jest czas stracony, tylko to może być bardzo owocny czas. Oczywiście, nie musimy się nastawiać na to, że teraz będę super produktywna, rozpocznę sobie 5 hobby i będę się im oddawać. Tylko żeby właśnie dać sobie czas.

Ania: Tak, dokładnie. Jak robiłam swoją przerwę w zeszłym roku, to wyszło zupełnie samo ze mnie. Do niczego się nie motywowałam, nie zmuszałam.

Magda: I tym pozytywnym akcentem zakończymy już naszą rozmowę. Aniu, bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się na nią i że mogłyśmy spędzić wspólnie wspaniały czas. Mam nadzieję, drodzy słuchacze i słuchaczki, że dla Was ten czas był również wspaniały.

Ania: Bardzo Ci dziękuję za zaproszenie mnie tutaj i oddanie mi głosu w tematyce szeroko pojętej efektywnej nauki, bo jak widać, to nie jest temat, który ogranicza się tylko do samego momentu uczenia się, ale rozszerza się na całe nasze życie.

Magda: To już wszystko na dziś. Dziękuję Ci pięknie, że mimo technicznych komplikacji, jesteś tu ze mną. Pamiętaj, że transkrypcja z możliwością wygodnego szukania ciekawych dla Ciebie wątków, jest w opisie odcinka. Uważaj na odstające progi, nawadniaj się i pamiętaj, że puszysty kot z Wyżyny Tybetańskiej o skwaszonej minie nazywa się manul stepowy. Pa, pa. 

Linki:

Platforma edukacyjna Ani: https://umiejetnosci.com
Szkolenia Burzy w mózgu:
https://burzawmozgu.pl/burzowe-kursy-kreatywne/

Wideo o mapach myśli wspomniane w odcinku:
MAPY MYŚLI – Jak Tworzyć, Żeby Uczyć Się Lepiej? 💪⏰
Mapy Myśli – Nie Wychodzą Ci? Pomogę! 💪🧠

Instagram:
Ania Kania:
https://www.instagram.com/ania.kania
Burza w mózgu:
https://www.instagram.com/burzawmozgu

Cześć! Tutaj Magda i Tomek.

Oboje wierzymy, że po śmierci czeka nas nicość. Dlatego budujemy sobie życie tak, by niczego nie żałować i czerpać jak najwięcej przyjemności.
Jeśli też chcesz wyciskać 99,3% z ziemskiej przygody, na naszym blogu znajdziesz wskazówki na temat życia na własnych warunkach, organizacji czasu, szukania pomysłu na siebie i przedsiębiorczości (bo prowadzimy biznes online).
Przygotuj się na to, że duuużo śmieszkujemy i jesteśmy zakochani w kocurach.