fbpx

Jak zarabiać na swojej wiedzy? Rozmowa z Julką Migdalską.

Autor: Magda Owsiany •  Aktualizacja: 10/09/22 

Transkrypcja podcastu:

Magda: Cześć, rozsiądź się, właśnie zaczynamy. Kocham Internet za to, że daje nam wiele opcji zarabiania. Mój ulubiony sposób, to sprzedawanie swojej wiedzy pod postacią konsultacji, e-book’ów, kursów, procedur i czego jeszcze tylko sobie wymarzysz. Dzieląc się wiedzą tworzymy biznesy oparte na pomaganiu, rozwiązywaniu problemów odbiorców. I to jest piękne. Dziś pogadam o metodach monetyzowania wiedzy i obawach związanych z tym sposobem zarabiania z Julką Migdalską, która monetyzuje swoją działalność w Internecie, jako dietetyczka. Nazywam się Magda Owsiany, a to jest podcast „Burza w mózgu”. Wierzę, że po śmierci czeka mnie nicość, dlatego dążę do tego, żeby czerpać z tej ziemskiej wędrówki pełnymi garściami. W tym podcaście dzielę się moimi sposobami na układanie życia pod siebie i przepytuję o to speców mądrzejszych ode mnie. Korzystaj z wiedzy i baw się dobrze. Julka Migdalska jest niesamowicie barwną osobą, kocha ruch, Hiszpanię, zwierzęta i masło orzechowe. Obecnie pracuje, jako instruktorka fitness, fotografuje plus jako dietetyczka uczy kobiety, jak budować zdrową dietę bez restrykcji i wyrzutów sumienia. Pomaga zmieniać nawyki żywieniowe i uświadamia, że zdrowy rozsądek, to podstawa. A w diecie jest miejsce na wszystko, włączając w to chipsy duszki i lody czekoladowe. Dziś nie będziemy rozmawiać o diecie, tylko jak można budować społeczność skupioną wokół Ciebie, jako osoby, która zna się na rzeczy, i jak zarabiać, dzieląc się wiedzą. Cześć Julka. 

Julia: Cześć. 

Magda: Mega miło mi Cię tutaj dzisiaj gościć. 

Julia: I mi również. Bardzo się cieszę, że mogę dzisiaj porozmawiać z Tobą jeszcze w Twoim podcaście, bo przed chwilą nagrywałyśmy rozmowę u mnie. 

Magda: Tak, więc my już jesteśmy rozgadane, także luz. 

Julia: Dokładnie. 

Magda: Fascynuje mnie temat poszukiwania swojej pasji, więc na początek zapytam, czy od zawsze wiedziałaś, że chcesz zajmować się dietetyką?

Julia: OK. To zależy, co masz na myśli, mówiąc początek, dlatego że w podstawówce na przykład chciałam zostać nauczycielką muzyki. I to było coś, co myślałam, że w ogóle naprawdę ze mną zostanie, bo bardzo lubiłam moją nauczycielkę muzyki w podstawówce. Sama chodziłam do szkoły muzycznej i myślałam, że właśnie zostanę tą nauczycielką muzyki, będę sobie śpiewać z dzieciakami. Ale później gdzieś w gimnazjum, to się zaczęło zmieniać. Ja rzuciłam szkołę muzyczną drugiego stopnia, właśnie w okolicach drugiej gimnazjum i ta muzyka już przestała być taką moją powiedzmy główną ścieżką. I właśnie wtedy zaczęła się chyba moja zajawka dotycząca zdrowego odżywiania. Tylko ono na początku, no na początku to nie było do końca zdrowe odżywianie, tylko bardziej chęć wykluczania niezdrowych produktów ze swojej diety. I to niestety zakończyło się zaburzeniami odżywiania, które no trwały u mnie przez kilka ładnych lat, ale trochę z tego, czy dobrze, czy niedobrze, to nie wiem, ale trochę z tego właśnie zrodziła się później taka pasja do dietetyki. No na początku te moje myśli wyglądały zupełnie inaczej. Ja sobie wyobrażałam, że to będzie faktycznie układanie tych zdrowych diet, i że w ogóle to zdrowe odżywianie, to jest takie, wiesz, zero-jedynkowe. Ale tak czułam, że to zdrowe odżywianie jest fajne, ja to lubiłam tak jeść tylko zdrowo. No później zaczęło się to u mnie w głowie na szczęście zmieniać i już w liceum, gdy wyszłam z zaburzeń odżywiania, to chęć podążania w kierunku dietetyki została. Ale takim głównym celem było dla mnie to, żeby uczyć ludzi, jak jeść w miarę możliwości zdrowo, ale jako zdrowo miałam tutaj na myśli to, żeby dostarczać swojemu organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje, przy jednoczesnym zachowaniu takiego fajnego, zdrowego balansu, zdrowego rozsądku, zdrowej głowy, i żeby to wszystko nie było właśnie takie zero-jedynkowe, tylko takie po prostu ludzkie. Bo my jesteśmy ludźmi, każdy z nas czasami sięga po pizzę, po chipsy duszki, po różne…

Magda: O mój Boże, dietetyczka to mówi. 

Julia: Tak. I ostatnio o 23 wcinałam je, oglądając serial. No takie rzeczy się zdarzają i właśnie fajnie, jeżeli po prostu potrafimy to połączyć w jedną całość i dostarczać naszemu organizmowi wszystkiego, co dla niego najlepsze, przy jednoczesnym zachowaniu po prostu zdrowych relacji z jedzeniem. Więc ta pasja do dietetyki ze mną została od gimnazjum, ale po prostu zmieniał się gdzieś ten kierunek. I w liceum ja nadal byłam przekonana o tym już, że pójdę na studia dietetyczne. I poznałam tam moją przyjaciółkę, która miała podobne plany, więc fajne było to, że w liceum, powiem co to było za liceum, to była Hoffmanowa w Warszawie, bo to ma kluczowe znaczenie. Tam był dosyć duży wyścig szczurów, wszyscy podążali jedną ścieżką na medycynę. I jak ktoś chciał studiować inny kierunek, to po prostu no był troszeczkę taki inny. W sensie po prostu fajne było dla mnie to, że znalazłam osobę, która też od początku chce iść na dietetykę, bo niestety wielu osobom dietetyka kojarzy się z przedmiotem, to znaczy z takim profilem, na który idą ludzie, którzy nie dostali się na przykład na medycynę. A my po prostu byłyśmy zajarane dietetyką i chciałyśmy iść w tym kierunku. I to było super. W ogóle właśnie wtedy w tym czasie założyłyśmy swój pierwszy taki poważniejszy profil na Instagramie, który tworzyłyśmy razem przez kilka ładnych lat.  

Magda: Jak się nazywał?

Julia: Food in green. I nadal gdzieś tam siedzi w sieci, ale już jest nieaktywny, bo właśnie na studiach, jak już poszłyśmy razem na studia, to gdzieś na drugim roku zdecydowałyśmy, że czas się powoli rozłączyć. Bo każda z nas, mimo że chodziłyśmy wspólnie na dietetykę, to gdzieś szła troszeczkę inną drogą i po prostu zdecydowałyśmy, że fajnie będzie, żeby każda z nas tworzyła sobie coś swojego. 

Magda: Fajnie jest realizować swoją wizję. I to niekoniecznie musi być porażka, że na przykład z kimś się rozstajemy. 

Julia: Tak, to było w jakiś sposób dla nas trudne, bo jednak „Food in green”, to było coś, co tworzyłyśmy naprawdę przez lata. To była też duża część, jak się okazało, naszej przyjaźni. I później musiałyśmy jakby trochę rozdzielić to, co między nami było pod kątem właśnie biznesowym powiedzmy i zobaczyć, co zostało. I jeszcze zacząć już budować bez tego „Food in green” na tym, co nam właśnie zostało. Ale no na szczęście się udało i ja się z tego ogromnie cieszę. Też myślę, że dużo dobrego wniosła właśnie ta zmiana, ale właśnie odpowiadając na Twoje pierwsze pytanie, to nie od zawsze wiedziałam, że chcę zostać dietetykiem, ale stosunkowo szybko ta myśl się pojawiła i ze mną została. Co prawda teraz mam już parę innych jeszcze pomysłów na swoje życie, ale to jeszcze, to jeszcze zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie. 

Magda: To fantastycznie, że chcesz się dzielić swoją wiedzą, żeby pomagać, bo z tego, co sama pamiętam, i co sama przeżyłam, na przykład pisma typu Cosmopolitan, albo dowolny serwis internetowy dla kobiet mówił nam, że wszystkie tłuszcze są złe, że muszą być wszystkie nasze posiłki fit, a jak zjesz Snickersa, to równie dobrze możesz iść do piekła. 

Julia: Tak, to niestety jest w sieci ogrom mitów dietetycznych. Co i rusz zastanawiam się, to znaczy co jakiś czas mam wrażenie, że jest ich nieco mniej, a później nagle, nie wiem, coś staje się popularne, czy to jakaś, nie wiem, dieta taka, sraka, no różne rzeczy po prostu nagle wybuchają. I ja mam wrażenie, że po prostu nadal trzeba wałkować różne podstawy, podstawy podstaw, i ja bardzo chciałabym te różne mity obalać. I pokazywać, że też to wszystko właśnie nie musi być takie zero-jedynkowe, że możemy sobie sięgnąć po tego Snickersa, jeżeli mamy na niego ochotę. Taki balans, no myślę, że jest super istotny w naszych relacjach z jedzeniem. I bez niego tak naprawdę ani rusz, czy to w odchudzaniu, czy to w codziennym po prostu odżywianiu. Jeżeli jest jakaś bariera w naszej głowie, albo na przykład pojawiają się właśnie różne restrykcje, ograniczenia, to po prostu w naszym życiu robi się mało przyjemnie. I warto moim zdaniem dbać o tą relację z jedzeniem i po prostu o zdrową głowę w tym wszystkim. 

Magda: Oprócz tego, że dzielisz się tymi cennymi uwagami, które mogą nam bardzo pomóc po tym, co przeżyliśmy we wcześniejszych latach, i czym byliśmy bombardowani, to jeszcze bycie dietetyczką, praca z tym obszarem jest Twoim sposobem na zarobienie na życie. I w jaki sposób monetyzujesz swoją działalność?

Julia: OK. To ja jeszcze może zacznę tak właśnie gdzieś od początku. Bo właśnie tak, jak wspominałam, w liceum założyłyśmy z Zosią profil na Instagramie. On był wspólny i już tam pojawiły się pierwsze współprace, ale jeszcze wtedy nie dietetyczne, tylko bardziej takie z różnymi firmami powiedzmy. I wtedy wydałyśmy też nasze pierwsze e-book’i kulinarne. Ja zobaczyłam, że to się fajnie sprawdza, no ale jakby to, powiedzmy, że to nie była do końca moja marka własna, marka osobista. I w momencie, kiedy się rozdzieliłyśmy na dwa osobne konta, ja już miałam dużo większą wiedzę w zakresie budowania marki osobistej, w zakresie działalności na Instagramie i zaczęłam właśnie tą swoją markę budować. I myślę, że to jest mega fajne, że zrobiłam to tak wcześnie, dlatego że już w trakcie studiów docierałam do różnych ludzi w Internecie. Oni mnie mieli szansę poznać, zobaczyć, kim ja jestem, zobaczyć, jakie mam podejście, jakimi wartościami w życiu się kieruję, co lubię jeść na co dzień, bo to też myślę miało istotne znaczenie. I dzięki temu aktualnie… A, jeszcze dobra, wspomnę tylko, że ja na dietetyce zaczęłam zarabiać gdzieś pod koniec drugiego roku studiów. Bo też prawda jest taka, że to jest trochę plus, trochę minus, nasz zawód nie jest do końca regulowany, więc miałam taką możliwość, żeby zacząć tą pracę. I tylko chcę zaznaczyć, że ja się czułam gotowa na to i też nie rzucałam się od razu na przypadki niewiadomo jak trudne, tylko zaczynałam od pracy ze zdrowymi osobami, bez większych problemów tutaj zdrowotnych. No ale właśnie, zaczęłam z nimi, zaczęłam pracować z tymi ludźmi i przez to, że miałam zbudowaną już markę osobistą, która nadal się rozwijała, ci klienci byli, i jakby sami się do mnie zgłaszali. I wiadomo, że początki wyglądały tak, że raczej to był jeden klient, dwóch klientów tam w miesiącu, bo ludzie potrzebowali czasu, żeby mi zaufać, żeby zobaczyć w ogóle, jak będzie się sprawdzała ta współpraca. Wiedzieli, że to jest mój początek, więc też prawdopodobnie troszeczkę się bali ryzykować. Ale gdy zaczęłam dostawać właśnie pierwszy feedback i pierwsze wiadomości zwrotne, i udostępniałam je właśnie w social mediach, to tak naprawdę z tego się zrobiła taka lawina, można by powiedzieć. No i bardzo fajne jest to, że aktualnie ja rzadko ogłaszam, że szukam osób do współpracy, bo po prostu one same się do mnie zgłaszają. Znają mnie, wiedzą, czego mniej więcej mogą się spodziewać, i to jest główny mój aktualnie, główne moje źródło dochodów. Ale też chyba warto wspomnieć, że nie jestem tylko dietetyczką, ja pracuję też na co dzień właśnie na siłowni, jako instruktorka fitness. Od niedawna jako fotografka w jednej z firm i też działam w social mediach, gdzie też no co jakiś czas współpracuję z różnymi firmami. Nie wiem, czy to jest spowodowane moim ADHD i tym, że po prostu ja, ciężko mi się trzymać tylko jednej rzeczy przez dłuższy czas. Potrzebuję bardzo wielu bodźców, ale lubię to w sobie, w sensie lubię to, że nie muszę cały czas siedzieć nad jadłospisami, tylko na przykład mogę porobić jakieś zdjęcia, mogę ponagrywać podcasty, mogę nie wiem, właśnie popracować na siłowni. Także zarabiam tutaj w różnych tych dziedzinach. No i oprócz pracy z pacjentami mam właśnie też dwa swoje produkty na sklepie, dwa e-book’i i na nich też zarabiam. 

Magda: A w jaki sposób pozyskiwałaś swoich pierwszych klientów, już jako Julka, już jako osobista marka, oddzielna? Ogłaszałaś się na przykład, że: „hej, mogę wam ułożyć diety, zgłaszajcie się tutaj i tutaj”?

Julia: Właśnie to było w ten sposób, że w ogóle jeszcze prowadząc „Food in green” ja już zaczęłam prowadzić newsletter, typowo mój, bo chciałam mieć coś swojego. I chyba w momencie właśnie, kiedy rozeszłyśmy się właśnie na dwa konta, ja już miałam tam zgromadzone sporo adresów mailowych. Też do mnie przeszła część osób z „Food in green”, wiadomo, że nie wszystkie, ale część przeszła. Więc gdy postanowiłam, że zaczynam działać, to po prostu napisałam post na Instagramie, też wysłałam właśnie mail przez newslettera i zaczęły się powolutku zgłaszać te pierwsze osoby. Na początku nie było ich zbyt wiele tak, jak właśnie wspominałam, ale później nabrało to większego rozpędu i aktualnie, no nie nudzę się, siedząc w domu. Także z tego się ogromnie cieszę, lubię to robić, lubię bardzo pomagać innym ludziom i sprawia mi to przyjemność. 

Magda: Uwielbiam obserwować biznesy i rozmawiać z osobami, które tworzą biznesy opierające się na tym, żeby właśnie rozwiązywać problemy. I z tego, co mówiłaś, doskonale rozwiązałaś problemy swoich pierwszych klientów. Czy prosiłaś ich w jakiś sposób o opinię, czy sami ze swojej własnej inicjatywy je Tobie podrzucali? 

Julia: Wiesz co, to też różnie, bo czasami jak wysyłałam komuś jadłospis i zalecenia dietetyczne, to dostawałam bardzo fajny feedback, i tylko tak naprawdę pytałam, czy mogłabym anonimowo udostępnić tą wiadomość na Instagramie. A czasami prosiłam kogoś, żeby napisał 2-3 szczere zdania, co sądzi na temat jadłospisu. No też ten feedback naprawdę w 99% przypadków był na maxa miły, na maxa taki ciepły i po prostu udostępniałam go dalej. No i dzięki temu tak naprawdę większa ilość osób mogła zobaczyć, że Julka chyba robi całkiem niezłą robotę, dobra, to mogę jej zaufać, także tak. No tutaj było różnie i nadal jest różnie, także czasem proszę, czasem feedback przychodzi sam. 

Magda: Czyli pierwsza lekcja, warto pytać swoich zadowolonych klientów o to, żeby podzielili się swoimi wrażeniami. Jeszcze z mojego copywriter’skiego doświadczenia mogę dodać, że warto też zadawać konkretne pytania odbiorcom. Bo może być też taka sytuacja, że ktoś napisze: „wszystko było super, pozdrawiam”, tylko to niestety nie daje innym zainteresowanym naszymi usługami, albo produktami osobom, jakiejś konkretnej informacji. Nie ma dla nich żadnego punktu zaczepienia, czy znajdzie w naszym produkcie, albo usłudze to, czego rzeczywiście szuka. A kiedy zapytamy na przykład, co najbardziej się podobało w danej rzeczy, i ktoś powie tak, jak w przypadku Julki na przykład, że nie wiem, na przykład „bardzo zróżnicowany jadłospis. Nie czułam, nie czułem jakbym miał dietę”, to to może być cenna informacja dla kolejnych osób, które chciałyby być naszymi klientami.

Julia: Fajne, fajne. Myślę, że mogę spróbować właśnie to zastosować. Ale właśnie zazwyczaj ludzie skupiają się na tym, i to jest rzecz, którą ja zauważam prawie w każdym feedbacku, to jest bardzo fajne dla mnie, bo na tym się skupiam głównie w mojej pracy, że ten jadłospis jest naprawdę dopasowany. W sensie, to też czasami zależy od tego, jak ktoś dokładnie uzupełnił formularz wstępny. Bo zdarzyły mi się dwie sytuacje w całym życiu, a mam tych jadłospisów, no już myślę, że ponad 160 chyba teraz rozpisanych, to dwie sytuacje miałam w życiu, że ten jadłospis wymagał jeszcze większych poprawek, ale było to związane głównie właśnie z tym, że mimo że prosiłam, żeby ten formularz bardzo, bardzo dokładnie wypełnić, on był wypełniony tak, ktoś nie przemyślał tych odpowiedzi i później wychodziły różne kwiatki. A tak to właśnie zazwyczaj dostaję ten feedback, że jest jadłospis po prostu dopasowany, i że często właśnie też osoby piszą, że jeszcze chyba nigdy im się to nie zdarzyło. I to jest też takie fajne, bo ja się naprawdę staram, żeby ta dieta była po pierwsze, możliwa do przestrzegania przez daną osobę, jakby bazując na tym, w sensie biorąc pod uwagę plan jej dnia, plan jej tygodnia, możliwości czasowe, możliwości finansowe, wszystkie jakby produkty, które ona uwielbia i te, których nie znosi, no to nie ma możliwości, że jak ktoś nie lubi brokuła, to że ja mu zrobię, nie wiem, kotleciki z brokuła, albo jajko z brokułem. No nie, nie ma takiej opcji. Jest dużo warzyw i mamy z czego wybierać, także faktycznie to, na czym się staram, to zazwyczaj faktycznie właśnie stąd przychodzi później pozytywny feedback. I to jest bardzo cenne dla mnie i miłe. 

Magda: Bardzo to jest, rzeczywiście potwierdzam, to jest mega miłe, kiedy nasi odbiorcy zauważają to, na czym się tak bardzo skupiamy. Też mnie cieszą wiadomości, kiedy na przykład ktoś odpowiada na mojego newslettera wiadomością: „kurcze, czuję jakby ta wiadomość była pisana tylko do mnie, tak się czuję wyjątkowo i dziękuję Ci za to”. Ale Ty też wspierasz osoby, które już się nie załapały na jadłospis, ponieważ już masz pełny grafik i d kla tych osób masz e-book’i, jak już wspominałaś, masz dwa e-book’i. I czego one dotyczą? I tutaj od razu pozwolę sobie zadać drugie pytanie, w jaki sposób wymyślasz swoje produkty?

Julia: OK. To powiem Ci, że to jest śmieszna sprawa, bo to też chyba troszeczkę jest związane z moim ADHD, że ja mam dużo różnych szalonych pomysłów i mam milion pomysłów na minutę. I e-book owsiankowy był właśnie takim pomysłem. Ten pomysł pojawił się bardzo nagle, już nawet nie pamiętam dokładnie kiedy. Ale albo jechałam gdzieś autobusem, albo spacerowałam, to był po prostu pomysł: „a, zrobię e-booka, gdzie będzie 100 owsianek”, i jak ten pomysł do mnie przyszedł, ja go od razu zapisałam. Bo już nauczyłam się na swoich błędach, że jak coś mi fajnego wpadnie do głowy, to od razu trzeba to zapisać, bo zaraz zapomnę. W każdym razie zweryfikowałam z moimi odbiorcami, czy w ogóle to ma sens i ktoś na szczęście mi napisał, że 100 owsianek to może być trochę za dużo, i że może 50, więc ten pomysł również zweryfikowałam. 

Magda: A w jaki sposób zweryfikowałaś? Przepraszam, że przerwę. 

Julia: Pewnie. Pytałam po prostu moich odbiorców: „hej, bylibyście zainteresowani takim produktem?”, w sensie bardziej na zasadzie, że wpadłam na taki fajny pomysł, i czy są tu jacyś chętni. No bo też chciałam zobaczyć, czy w ogóle jest zainteresowanie, żeby nie robić czegoś tak totalnie od czapy, jak nikt potem tego nie kupi, ponieważ proces tworzenia e-book’a jest trudny, jest długi, czasochłonny, ale było zainteresowanie. No i jak było, to wtedy miałam ogromną zajawkę fotografią kulinarną i w ogóle tworzeniem przepisów i całą tą obróbką e-book’ową. Także no poszło mi to dosyć szybko, trwało to kilka miesięcy, ale to było i tak dla mnie stosunkowo szybko. I następnie, jeżeli chodzi o e-book’a jesienno-zimowego, to tutaj trochę to było inaczej, dlatego że skończyłam e-book’a owsiankowego. On się sprzedał bardzo fajnie, nawet lepiej niż się spodziewałam. I następnie przyszło takie poczucie pustki, bo e-book owsiankowy zajął mi no te kilka miesięcy i ja codziennie robiłam zdjęcia, codziennie gotowałam. I skończyło się to wszystko w sierpniu i koniec, i jakby nadal miałam sporo innych rzeczy do roboty, bo pracowałam z podopiecznymi, chodziłam jeszcze na studia, ale właśnie brakowało mi bardzo tego codziennego gotowania, codziennego robienia zdjęć. A że zbliżał się sezon jesienno-zimowy, to stwierdziłam, że może właśnie stworzę e-book’a jesienno-zimowego z takimi jesiennymi i zimowymi przepisami, które będą rozgrzewające, i będą tak fajnie wspierać osoby po prostu w tej jesieni, żeby mieć przynajmniej jakieś dobre jedzonko w tej całej szarudze. No i też zweryfikowałam pomysł, zainteresowanie było duże, więc stwierdziłam, działam. Ten e-book sprzedał się trochę gorzej. I tak zastanawiałam się potem, z czego to mogło wynikać. I wydaje mi się, że trochę to było za szybko, nie dałam po prostu odbiorcom czasu na oswojenie się z tym pierwszym produktem, takiego odczekania chwilę, tylko ruszyłam z kopyta z drugim. I on powstał bodajże w dwa miesiące. I jest tak samo dobry, według mnie, ma tak samo fajne przepisy, ale po prostu było trochę za mało w tym wszystkim przerwy, za mało czasu i on się sprzedał troszeczkę gorzej. Nie sprzedał się źle, ale po prostu wyciągnęłam z tego dla siebie jakąś lekcję, także tak, mam właśnie te dwa e-book’i. One mają przepisy, w których są podane wartości energetyczne, są takie dosyć zdrowe, fajne, sycące, zbilansowane i jestem z nich bardzo dumna i zadowolona. 

Magda: Jeszcze mi się pojawiła jedna rzecz związana z weryfikacją. Czy miałaś jakiś dolny ustalony próg, że na przykład tyle i tyle osób musi mi odpowiedzieć w ankiecie na przykład na Instagramie, żebym ruszyła z tym projektem? Co dla Ciebie było dużym zainteresowaniem?

Julia: Nie miałam. Powiem Ci, że ja jestem trochę marketingowo, marketingowo, no to nie czuję się tak super pewnie. I też tak naprawdę do tej pory bazowałam jedynie na próbach, błędach, i z tego starałam się wyciągać jak najwięcej. Marzy mi się, żeby jednak trochę się w ten marketing zgłębić, bo być może jest dużo różnych technik, które pozwoliłyby mi po prostu tą sprzedaż na przykład tak zautomatyzować. Bo wiem, że jest wielu twórców, którzy wydają na przykład jakiś produkt i potem ten produkt może nie do końca sprzedaje się sam, ale że jednak jest ta stała sprzedaż. U mnie widzę, że faktycznie, jak nie przypominam o tym produkcie, to on się sprzedaje, ale w bardzo małej ilości. I tutaj widzę, że faktycznie mam jeszcze trochę do popracowania. I jest to taki obszar dla mnie, no może trudny, ale co chciałam powiedzieć, że to też ma trochę związek z tym, że właśnie, gdy zaczęłam prowadzić newsletter, to prowadziłam go regularnie przez rok. I pisałam maila tydzień w tydzień, tydzień w tydzień. 

Magda: O czym pisałaś?

Julia: O dietetyce. To znaczy nie tylko, ale głównie właśnie tam chciałam przelewać tą wiedzę taką dietetyczną, móc się bardziej rozpisać na jakiś temat, nie wiem, czy to na temat nawodnienia, czy to na temat tego, jak obliczyć samodzielnie zapotrzebowanie energetyczne, czy na temat zasady 80 na 20, i tak dalej, i tak dalej. Tam właśnie chciałam mieć takie miejsce, gdzie ludzie będą mogli zadać mi pytania, ja będę mogła odpowiedzieć, i to się mega fajnie sprawdzało. Też co jakiś czas wtedy przypominałam tam o moich produktach, i wtedy ta sprzedaż była po prostu regularniejsza i większa. I słuchaj, w grudniu zeszłego roku, w ogóle jest mi ciężko uwierzyć, że minął już prawie rok od tego czasu, któregoś dnia nie napisałam maila. I tydzień później znowu go nie napisałam, i tydzień później znowu go nie napisałam i potem przyszły już do mnie takie trochę wyrzuty sumienia, że jakby w ogóle zniknęłam. I też właśnie taka silna niemoc, żeby usiąść i napisać maila z krótkim wytłumaczeniem, i jakby ruszyć po prostu z tym dalej. I to było w grudniu zeszłego roku. I od tego czasu nie napisałam ani jednego maila w newsletterze. I to znowu, to może być trochę moje ADHD, może też trochę różnych innych rzeczy. W każdym razie już przeprosiłam za to moich odbiorców, bo naprawdę zniknęłam niespodziewanie, i to było takie, aż sama się zdziwiłam, że to tak właśnie będzie wyglądało. Także no zobaczymy, może do tego wrócę kiedyś i może się uda. 

Magda: Na podstawie tego, co mówisz, pojawia mi się w głowie drugi wniosek, ważne jest to, żeby mówić o swoich produktach, żeby nie traktować tego tak, że dobra, rozrzucę informację, są e-book’i, kupujcie, elo i tyle. Tylko trzeba regularnie przypominać, bo nasi odbiorcy mają też własne życia, mają swoje zmartwienia, problemy i po prostu ten nawał codzienności, rutyny może sprawić, że nie będą pamiętać, nawet jeśli im zależało na tym, żeby zgłębić sekrety owsianek. Że bardzo im zależało na zakupie tego e-book’a, to mogą po prostu w nawale obowiązków dnia codziennego o tym zapomnieć. 

Julia: Jasne. Ja w ogóle właśnie bardzo widzę to u Ciebie i widzę jak, no jednak, no masz większą wiedzę w tym zakresie. I trochę podpatruję, jak u Ciebie to wygląda. No i bardzo, bardzo fajnie. 

Magda: Powiedziałaś teraz o swoich usługach i o produktach, i jakie widzisz wady i zalety każdego z tych rozwiązań monetyzowania. 

Julia: OK. Właśnie myślę, że zarówno usługi, jak i produkty mają i wady, i zalety. I może najpierw zacznę od usług, czyli od właśnie pracy z podopiecznymi. Plusem dużym jest to, że właśnie ci klienci, ci podopieczni trafiają do mnie sami, że ja nie muszę się za bardzo przypominać. Ale po prostu to jest właśnie spowodowane tą wcześniejszą pracą nad marką osobistą i tym, że po prostu oni wiedzą już, że ja jestem dietetykiem, mam to zresztą grubymi literami napisane w moim po prostu profilu. Także na co dzień także widzą, jaką jestem osobą, znają mnie powiedzmy, no przynajmniej tą część mnie, którą można zobaczyć na Instagramie. I to jest dla mnie fajne, bo mi się czasami ciężko przypomina o tym, że hej, hej, tu jestem ja, przyjdźcie do mnie. To jest dla mnie jakoś jeszcze trudne, ale ludzie sami przychodzą, i to jest bardzo fajne, więc to jest duży plus. No w porównaniu do e-book’ów można by powiedzieć, minusem małym jest to, że jednak to jest bardzo indywidualna praca z podopiecznymi, więc każdy jadłospis musi powstać na wymiar. I on jest szyty pod daną osobę. Tutaj jest dużo pracy, dużo mnie to kosztuje czasami energii. Jeżeli trafi się jakiś trudny przypadek, z jakimiś dolegliwościami, alergiami, powiedzmy, jeszcze takim bardzo trudnym, szybkim trybie życia, że tam jest tylko kilka minut na przygotowanie posiłku, to czasem bardzo długo potrafi mi zająć ułożenie jadłospisu, z którego po prostu będę zadowolona tak, żebym mogła mu oddać ten produkt i być przekonana, że on będzie spełniał potrzeby tej osoby. Ale ja lubię to robić, to są takie wyzwania, które no sprawiają mi frajdę. Czasami jest trochę trudniej, ale to tak jak w każdej pracy po prostu, więc to nie jest do końca minus. No ale jeżeli chodzi o e-book’i, to tutaj proces tworzenia jest jeden, ja zaczynam, kończę i on jest gotowy. I jakby później już tylko pracuję nad tym, żeby on się sprzedawał. Nie do końca muszę przechodzić cały ten proces od początku, także tutaj widzę duży plus właśnie takich produktów. A jeżeli chodzi o minus, to już chyba wspominałam, że taka jestem jeszcze, no początkującym marketerem, nie wiem, jak to się mówi. W każdym razie, no jeszcze, jeszcze trochę, kawałek drogi przede mną, żeby te produkty, żeby faktycznie nauczyć się o nich mówić, i tak przypominać o nich odbiorcom, żeby ta po prostu sprzedaż była bardziej regularna. Bo ona jest duża, kiedy ja na przykład robię jakąś tą promocję, wtedy faktycznie osoby kupują. No ale tak na co dzień zapominam trochę o nich przypominać, że w ogóle one istnieją i na przykład mówię o nich raz na pół roku, a to jest jednak trochę rzadko. Także tego się jeszcze uczę, i to jest dla mnie taka trudność z tym związana, ale lubię obie formy i w przyszłości myślę też nad właśnie jakimiś szkoleniami, kursami, to mnie bardzo jara. I myślę, że w przyszłości, jak znajdę fajną grupę docelową z problemami, które będę potrafiła rozwiązać, to myślę, że chciałabym się spróbować sprawdzić też tutaj na tych polach. 

Magda: A w jaki sposób poszukujesz grup docelowych dla siebie?

Julia: OK. Widzisz, i to jest też dosyć trudna sprawa, bo właśnie ja w tej dietetyce powiedzmy nie mam do końca sprecyzowanej grupy docelowej. To zawsze było trochę dla mnie trudne, bo ja lubię samą dietetykę, ale są osoby, które na przykład jarają się dietetyką sportową, są osoby, które jarają się tą kliniczną. Są osoby, które chcą pracować z osobami z zaburzeniami odżywiania. Ja raczej nie będę szła w tym kierunku, chociaż myślałam, że będę szła, ale po prostu zdecydowałam, że to jednak chyba nie jest do końca moja droga. No i moją grupą docelową powiedzmy są aktualnie osoby, które chcą pracować nad swoimi codziennymi nawykami żywieniowymi, raczej lubią gotować. Bo ja lubię tworzyć takie powiedzmy przepisy, no nie muszą być bardzo skomplikowane, ale żeby ktoś na przykład, no nie wiem, nie bał się warzyw i owoców. Ale oczywiście, jeżeli ktoś nie lubi za bardzo poszczególnych, to też tą dietę staram się jak najlepiej dopasować. A więc tutaj cały czas tej grupy poszukuję. Teraz w tym roku idę na psychodietetykę i jestem bardzo ciekawa, dokąd mnie to zaprowadzi, bo nareszcie skończyłam licencjat i nareszcie mam ten czas, kiedy mogę naprawdę poszukać siebie w tej dietetyce. No bo licencjat, no ja nie byłam z niego zachwycona, jakby nastawiłam się na coś zupełnie innego, a niestety okazało się, że totalnie to, na co się nastawiałam, to nie sprawdziło mi się. I teraz mam ten czas, będę szukać siebie w tej dietetyce. Mam też pewne pomysły przyszłościowe, to jest jeszcze trochę tajemnica. One mi przyszły do głowy bardzo niedawno, ale tak sobie myślę, że będę podążać w tym kierunku. To jest trochę kierunek, no trochę będzie związany z dietetyką, ale też jeszcze z innymi rzeczami. Co z tego wyniknie, nie wiem, więc na razie jeszcze nie chcę zapeszać, ale być może za jakiś czas o tym powiem, może za rok.  

Magda: Będę obserwować z wypiekami. I teraz chcesz się zapisać na studia podyplomowe, czy z psychodietetyki, tak?

Julia: Tak, tak, właśnie niestety nie ma tutaj opcji magisterki takiej, żeby ona była taka bardziej wyspecjalizowana w dietetyce, w psychodietetyce, więc zdecydowałam się po prostu nie iść na studia dla papieru, bo mam już licencjat, więc na razie mi to wystarczy. Ale właśnie pierwszy raz chcę iść na studia, które naprawdę dadzą mi coś po prostu dla mnie, i będę mogła to wykorzystywać w pracy z pacjentami. Też będzie mnie to ciekawiło, widziałam właśnie już rozkład tych studiów, więc no bardzo mnie ciekawi i nie mogę się doczekać. Tam  w ogóle wykładają tacy młodzi wykładowcy, których ja obserwuję na co dzień, bo oni też działają w socialach, więc no jaram się i nie mogę się już doczekać, aż ta przygoda się rozpocznie. A później właśnie planuję jeszcze pójść na jedne studia, to mogę zdradzić. Myślałam o psychologii, także tutaj właśnie być może później pójdę na psychologię. Słyszałam, że jest jeden kierunek, gdzie można po prostu w trzy lata zrobić magisterkę, bo jak ktoś skończył licencjat, to obcinają te wszystkie takie główne, w sensie takie podstawy, bo to już było, tylko zostaje takie „mięso psychologiczne”, no i zobaczymy. Zobaczymy, zobaczymy, bo jeszcze tak tylko powiem a propos tej grupy docelowej. W moich planach, które sobie wymyśliłam trzy tygodnie temu lecąc w samolocie do Irlandii do mojej cioci, jest ta grupa docelowa. I ona jest, i pierwszy raz w życiu widzę, że naprawdę ta grupa docelowa jest taka konkretna, jasna, sprecyzowana, i że gdybym teraz połączyła wszystkie moje umiejętności do tej pory zdobyte, plus jeszcze trochę lat nauki, bo to się z tym niestety wiąże, stety niestety, no ja się jaram, to że to naprawdę może mnie poprowadzić w fajnym kierunku, więc zobaczymy. Na razie dietetyka, bo to też, no to kocham, ale jest coś, co może będzie mi sprawiało jeszcze większą frajdę, zobaczymy.  

Magda: Trzymam kciuki. A teraz pogadajmy o lękach i wątpliwościach. Wiele osób, które chciałyby się w jakiś sposób dzielić swoją wiedzą za pieniądze, jakoś monetyzować swoją wiedzę inaczej, niż poprzez jakieś typowe stanowiska etatowe, które dają dosyć ograniczone możliwości rozwoju, to mierzą się z obawami. Na przykład wiele osób nie wychodzi do szerszej publiczności ze swoją wiedzą i doświadczeniem, bo boją się oceny ze strony partnerów, ze strony swojego bliskiego otoczenia, ze strony nawet obcych osób, że ktoś napisze paskudny komentarz i się po nim nie pozbiera. Czy bałaś się, co ludzie powiedzą, gdy zaczęłaś działać w Internecie? 

Julia: Ja zaczęłam działać w Internecie bardzo wcześnie, bo tak, jak już chyba wspominałam, tam na początku gimnazjum zaczęłam wrzucać pierwsze zdjęcia mojego jedzenia na jeszcze mój prywatny wtedy profil. Bo chciałam coś zacząć, ja od dłuższego czasu obserwowałam już kilka osób w sieci, w Internecie i po prostu bardzo mi się od zawsze ten model pracy podobał. Bardzo podobała mi się taka wolność w tym, że można na przykład pracować zdalnie, zabrać swoją robotę, pojechać gdzieś do innego miasta, do lasu, za granicę, wziąć pracę ze sobą i zmienić trochę otoczenie. I to było dla mnie coś takiego, co już właśnie, jako ta czternastolatka po prostu widziałam, że ja chcę też tak żyć i właśnie w tym kierunku podążać. Dlatego no bałam się, oczywiście że się bałam, szczególnie że komentarze pojawiały się, i to ze strony moich bliskich, i to ze strony moich rówieśników. Bliscy podchodzili do tego trochę, jak do takiego hobby, coś się zaraz skończy, tak się trochę podśmiewali. Mój tata zawsze się śmiał, jak robiłam jakieś zdjęcia jedzenia. A rówieśnicy, no to wiadomo, no to jest taki wiek, że no można się spotkać z nieciekawymi czasami komentarzami. Więc zdarzało się, że słyszałam, że: „a, ta owsianka wygląda jak kupa”, albo „Boże, co Ty jesz, jak to wygląda”, no i tak dalej. Czasami się przejmowałam, ale z drugiej strony miałam ten jasny cel, dlaczego w ogóle to robię. I wiedziałam, że jeżeli nie zacznę próbować teraz, to będę musiała zacząć próbować później, a teraz, a ten czas jakby będzie niewykorzystany. A miałam ten czas, chciałam to robić i tak, czy siak kiedyś trzeba byłoby zacząć. Więc po prostu starałam się nie zwracać za bardzo uwagi na te komentarze. Też jeżeli chodzi o tych bliskich, to tutaj wręcz czasami one mnie napędzały do działania, bo tak sobie stwierdzałam, kurde, ja Wam jeszcze pokażę. W sensie tak, to było trochę takie prześmiewcze, to znaczy takie śmieszne w mojej głowie, ale tak sobie mówiłam, że jeszcze zobaczycie, że z tego tam Instagrama i w ogóle robienia zdjęć posiłków, to coś jeszcze będzie. No i kurde jest, w sensie po latach naprawdę są efekty. Ja jak patrzę na tą drogę, no to jestem z siebie mega dumna. Czasami tak tego bardzo nie doceniam, ale jednak jak się na chwilę zatrzymam, pomyślę, jakby powspominam te wszystkie różne zakamarki, drogi, no to myślę, że odwaliłam kawał dobrej roboty. I czekaj, bo nie pamiętam, jakie było pierwsze pytanie. Aha, bałam się tych komentarzy, one były, zdarzały się, ale jakby jeżeli chodzi o te komentarze właśnie z Internetu, szybko nauczyłam sobie radzić z nimi. Po prostu wiedziałam, że to są ludzie, którzy kompletnie mnie nie znają i miałam takie poczucie, że: „hej, człowieku, nie możesz ocenić całego mojego życia na podstawie urywku, nie wiem, 15 sekund story, albo nie wiem, na podstawie jednego posta”, także z nimi sobie szybko poradziłam na szczęście. Trochę trudniej było z tymi komentarzami ze strony bliskich, ale tutaj też już mam to przepracowane, także idę do przodu. 

Magda: Fantastycznie. Jesteś bardzo młodą osobą, masz 22 lata, dosłownie dwa dni temu skończyłaś 22 lata i jesteś świadoma, że wiele musisz się jeszcze nauczyć, że jest jeszcze długa droga przed Tobą. Ale już i tak wykorzystujesz tę wiedzę, którą zdobyłaś i dajesz swoim odbiorcom fantastyczną wartość, że są naprawdę zadowoleni z tego, co dajesz i zostawiają Ci przemiłą informację zwrotną. A wiele osób, które chciałyby się dzielić swoją wiedzą, mają takie poczucie, że ciągle wiedzą za mało, że jeszcze muszą zrobić jeden kurs, jeszcze jedno szkolenie, jeszcze jedną książkę przeczytam i dopiero wtedy będę godna, godzien, żeby dzielić się swoją wiedzą, i żeby zarabiać na tym. Skąd wiedziałaś, że to jest dobry czas, żeby zacząć dzielić się swoją wiedzą?

Julia: Tak. Ja Ci powiem, że to jest bardzo powszechny problem, zresztą sama nadal trochę czasami mierzę się z nim na co dzień. Bo wiesz, to jest ta krzywa, że na początku, jak zaczynamy się czegoś uczyć, to po nie wiem, po krótkim czasie wydaje nam się, że wiemy absolutnie wszystko, osiągnęliśmy sufit. I potem, jak zaczynamy uczyć się trochę więcej, to okazuje się, że z każdą nową rzeczą wiemy tak naprawdę coraz mniej, a przynajmniej tak nam się wydaje. I ja się z tym mierzyłam i ciężko mi było zacząć, w sensie z jednej strony czułam się gotowa, żeby pomagać właśnie tym zdrowym osobom, a z drugiej strony brakowało mi takiego pstryczka, że hej, naprawdę masz tą wiedzę, jakby oprócz studiów robisz milion innych rzeczy w tym kierunku. Tak naprawdę studia w ogóle Ci nic nie dają do tej pory, więc wykorzystaj tą wiedzę, którą masz właśnie ze szkoleń, z różnych konferencji, z różnych zjazdów i idź do przodu. I tym pstryczkiem okazał się mój przyjaciel, który właśnie w takim trochę moim trudnym momencie życiowym powiedział, że: „słuchaj Julka, Ty już jesteś gotowa, jakby to jest coś, co możesz spróbować teraz zacząć robić”. On też miał już wtedy wykupiony program dietetyczny, ja jeszcze nie miałam, a to były dosyć duże na tamten moment koszty. I nie chciałam ich tak, nie chciałam po prostu kupować programu, jak nie będę zdecydowana, także też wyciągnął do mnie pomocną dłoń i pozwolił mi trochę popróbować na swoim programie. Tak bardzo fajnie pokazał mi, że to, że naprawdę jestem w stanie to robić, że mam wiedzę. Dostałam mocne wtedy wsparcie od niego, i to był ten pstryczek, że ja stwierdziłam: „kurde, jestem gotowa”. To jest mega fajne, że miałam wtedy taką osobę, która we mnie uwierzyła i po prostu dzięki temu zaczęłam działać. Nadal się czasami mierzę z takim poczuciem, że wiem za mało, mimo że skończyłam studia, mimo że naprawdę cały czas się doszkalam, gdzie się da, to na przykład cały czas jestem zablokowana przed tym, żeby zacząć prowadzić konsultacje face to face online. Planuję to przeskoczyć w ciągu najbliższego miesiąca, może dwóch, bo widzę, że to byłaby naprawdę bardzo fajna opcja dla tych, którzy na przykład wolą ten kontakt twarzą w twarz, a nie po prostu przez maile. Ale wiesz, czasami się pojawia taka myśl, a co będzie, jeżeli ta osoba mnie o coś spyta, a ja nie będę wiedziała. Przecież w ogóle wyjdę na osobę, która nic nie wie. Ale potem ta dyskusja jest cały czas prowadzona w mojej głowie i pojawia się druga myśl, hej, jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas może czasami czegoś nie wiedzieć, albo po prostu zapomnieć. I zawsze można powiedzieć: „słuchaj, nie wiem, potrzebuję sprawdzić. Dam Ci znać po konsultacji”, i że to też będzie jak najbardziej OK. No więc jestem coraz bliżej tej decyzji, żeby już zacząć prowadzić konsultacje online. Myślę, że to jest kwestia miesiąca, no ale myślę, że to jest normalne, w sensie, że właśnie to jest ten taki efekt, im więcej się szkolimy, tym więcej widzimy, jak po prostu szeroka jest to dziedzina. Na początku wydaje nam się, że wystarczy, nie wiem, położyć warzywa, węglowodany, białko i tłuszcz na talerzu, a potem się okazuje, że wchodzą w to bardzo różne procesy biochemiczne, fizjologia, wchodzą różne choroby, jednostki chorobowe, alergie, i tak dalej. I jak to wszystko zrobić, żeby jak najbardziej pomóc potem temu człowiekowi, a nie zaszkodzić mu. Bo jedzenie może zaszkodzić, a może bardzo pomagać. 

Magda: I kiedy przeglądałam Twojego Instagrama, to właśnie widać, że bardzo chętnie i w szerokim zakresie dzielisz się swoją wiedzą, dlatego chcę Cię skonfrontować z kolejną obawą osób, które chcą zarabiać na swojej wiedzy. A co jeśli dam ludziom za dużo wiedzy od siebie i później oni nie będą chcieli ode mnie już niczego kupić, bo stwierdzą, że już wszystko ode mnie wzięli, już wszystko wiedzą?

Julia: OK. Mi się wydaje, że ja w dietetyce, w sensie w tych współpracach raczej nie mam takich obaw, bo po prostu wiem, że ta moja wiedza jest dużo szersza i w dużo większym stopniu mogę pomóc danej osobie indywidualnie, niż zostawić kilkusekundowe filmiki, czy zdjęcia na Instagramie. W sensie ta wiedza w tych postach jest dużo mniejsza od tego, co mogę przekazać danej osobie we współpracy indywidualnej. I tutaj faktycznie raczej nie mam takich obaw, też przez to, że wiem, że te osoby mnie znają i mimo, że dietetyków jest mnóstwo, to jednak każdy z nas jest po prostu indywidualną jednostką, różnimy się od siebie. I te osoby, szukając dietetyków, będą szukały po prostu tego, który im podpasuje. I jest duża szansa, że być może będą takie osoby, którym podpasuje akurat ja. Trochę miałam takich obaw właśnie a propos tych e-book’ów, dlatego że no faktycznie przepisów w sieci jest już całe mnóstwo. W sensie to jest ogromne morze różnych przepisów i tutaj miałam takie obawy, ale zmierzyłam się z nimi, spróbowałam i też się okazało, że jednak jeżeli ludzie przychodzą do mnie po moje przepisy, i wracają na przykład do nich i im to smakuje, i są zadowoleni z tego, co mogą zjeść na moim profilu, no to później jeżeli zaproponuję im taką pigułkę z tymi przepisami, będzie ich więcej, będą fajnie oprawione, to też jest duża szansa, że po prostu zdecydują się na ten produkt. Także staram się raczej takich obaw, gdzieś tam je spychać na bok, ale też no widzę, że na przykład teraz jest już trudniej, jeżeli chodzi o e-book’i. I kolejny mój produkt jest już, ma taką grupę docelową i po prostu nią będą studenci, osoby, które chcą zjeść tanio, smacznie i też wartościowo. I tutaj naprawdę staram się, żeby te posiłki po prostu były jak najtańsze, no bo widzę, że jest teraz na to zapotrzebowanie. Sama to widzę po swojej skórze. 

Magda: Ze swojej strony widzę, że produkty, albo usługi dają też odbiorcom i klientom taką wartość, że oszczędzają czas, ponieważ odbiorcy mogliby spędzić bardzo długie godziny szukając, weryfikując, odsiewając ziarna od plewów, chyba tak to się mówi. W każdym razie wartością produktów i usług jest to, że dajemy skondensowaną wiedzę, że już odbiorca nie musi szukać w innych miejscach, jeśli chce wejść na jakiś poziom wiedzy, albo zdobyć jakiś gotowy zestaw tak, jak w Twoim przypadku, przepisów, żeby mieć już jakąś bazę i nie musi wtedy odbiorca obciążać już swojego umysłu tym, że musi samodzielnie czegoś szukać. 

Julia: Tak, totalnie. Myślę, że to jest też bardzo, bardzo ważna kwestia. Bo na przykład wiedzy dietetycznej jest mnóstwo, ale po prostu jest też tyle sprzecznych informacji, że często łatwo się w tym pogubić, co też nie zawsze jest dobre, bo czasami trafiają do mnie osoby, które mają te swoje różne przekonania wyciągnięte z Internetu. I najpierw musimy zawsze nad nimi popracować, a dopiero później jakby przejść dalej, bo często one są po prostu, no w jakiś sposób nie błędne, ale po prostu no zakrzywione przez dużo różnych sprzecznych ze sobą informacji w Internecie. Także myślę, że to też ma taką wartość, że jednak no tak, jak mówisz, że właśnie to jest to zaoszczędzenie czasu na poszukiwanie informacji i ich przemielenie przez własne sito. 

Magda: A dzięki temu, że też właśnie dzielisz się własną wiedzą, pokazujesz, że znasz się na rzeczy, że potrafisz kogoś poprowadzić i pomożesz zweryfikować te informacje. Wysyłasz komunikat, że znasz się na rzeczy, i że można Ci zaufać. I to jest super. Zainteresowało mnie to, że powiedziałaś o swoich obawach związanych z tworzeniem produktów, że kurde, przepisów jest mnóstwo w sieci, czy to się w ogóle sprzeda. Ja słuchałam Twojego podcastu, w którym dzieliłaś się tymi obawami, że nikt nie kupi mojego e-book’a. I jak sobie radzisz z takimi czarnymi myślami, kiedy stwierdzasz, że kurde, wszystko jest do dupy, nikt tego nie kupi, nikt mnie nie lubi, i czy ja w ogóle wiem cokolwiek?

Julia: Wiesz co, mierzyłam się z tymi myślami i czasem się z nimi mierzę, ale zawsze staram się gdzieś tam wierzyć po prostu, że się uda. I ja też mam to do siebie, że raczej nie jestem perfekcjonistką, ale wkładam całe serce w to, co robię i naprawdę mega się staram, żeby dany produkt był na maxa dopracowany i bardzo później w niego wierzę. I jakby ta wiara w ten produkt pomaga mi chyba z różnymi obawami po prostu. No i też wsparcie ze strony bliskich, na przykład mój właśnie partner Mateusz, on mnie zawsze wspiera w całym procesie, więc to też jest takie bardzo dla mnie ważne, istotne. No a poza tym też to doświadczenie, które zbieram jakby i widzę, że na przykład udają się te rzeczy, mimo tych obaw, które też były podczas tych wszystkich różnych procesów, udało się, w sensie zrobiłam to. Nie mówi się, że się udało, tylko zrobiłam to, także no dlaczego nie miałabym tego po prostu zrobić jeszcze raz i zrobić czegoś nowego, fajnego. Także myślę, że po prostu staram się za bardzo nie przejmować tymi różnymi cichymi głosami w mojej głowie, tylko skupiać się na procesie, na tym, co robię i zrobić to jak najlepiej potrafię. 

Magda: Przypomniała mi się taka graficzka z Internetu, że postać robiła w komiksie takie maleńkie kroki i były podpisane „baby steps”. I były ze trzy klatki, że robi te maleńkie kroki, a później ogląda się za siebie i była za nią ścieżka właśnie z takich drobinek, która się układała w całą drogę, że te „baby steps” doprowadziły tę osobę do wspaniałego miejsca, piękne. 

Julia: Tak, tak. I myślę, że też właśnie ważne jest to, żeby iść sobie tymi małymi krokami, ale co jakiś czas stanąć, obejrzeć się za siebie i naprawdę docenić to, ile się już zrobiło. Bo jak się idzie na co dzień, to się nie dostrzega tych wszystkich rzeczy, które się zrobiło. Czasami można tam, dobra, wydam e-book’a, dobra, idę dalej, no dobra, wydałam drugiego e-book’a, dobra, idę dalej. A, tutaj zaczęłam robić to, tamto, a potem zatrzymuję się, patrzę na miejsce, z którego zaczynałam i mam takie, o kurcze, to była naprawdę długa, trudna droga i naprawdę udało się dużo zrobić. No i myślę, że to jest takie ważne, żeby właśnie czasami cofać się pamięcią do wcześniejszych momentów, bo na co dzień łatwo nam zatracić to takie docenianie siebie, a to jest super istotna sprawa, jeżeli się chce działać i tworzyć nowe rzeczy, żeby doceniać to, co się już zrobiło. 

Magda: Potwierdzam, to jest bardzo ważne. Wielokrotnie w rozmowie wspomniałaś, że masz ADHD i w Twoim przypadku, to nie jest tylko takie powiedzonko: „o, ja to mam ADHD, wszędzie mnie pełno”, tylko po prostu masz zdiagnozowane ADHD u psychiatry. 

Julia: Tak. 

Magda: I teraz uczysz się żyć z tą nową wiedzą. I w jaki sposób ADHD wpływa na Twoją pracę?

Julia: OK. To jeszcze mogę powiedzieć tylko, że było inaczej przed diagnozą i przed rozpoczęciem farmakoterapii i po diagnozie, i po rozpoczęciu farmakoterapii. Przed diagnozą było ciężko, bywało bardzo, bardzo, bardzo ciężko, dlatego że ja miałam w sobie bardzo wiele chęci i bardzo mało zdolności do tego, żeby coś faktycznie zdziałać. To też zależy, bo na przykład e-book’i wydałam jeszcze przed diagnozą, ale wtedy miałam totalnie hiper fokus na fotografię kulinarną, na tworzenie tych produktów. I potrafiłam całe dnie po prostu spędzać tylko na tym, to też jest jedna z typowych właśnie cech osób z ADHD, że jak złapią taki hiper fokus na czymś, to naprawdę mogą działać i nic ich nie powstrzymuje, wręcz potrafią zaniedbywać jakieś inne obowiązki i działać, skupiać się tylko i wyłącznie na tym. I tak było w przypadku e-book’ów, ale na przykład w przypadku dietetyki już trochę tak nie było. Na początku faktycznie działałam z tymi jadłospisami i było łatwo, ale później było coraz trudniej. I dochodziło do tego, że ja potrafiłam przez cały tydzień pracować nad jednym jadłospisem i nie móc się w ogóle zebrać do tego, żeby usiąść, zacząć, potem nie rozpraszać się, nie wiem, ptaszek przeleciał za oknem, albo nie wiem, jest biurko do posprzątania, rozpraszało mnie po prostu ogrom, ogrom różnych innych rzeczy. I bardzo, bardzo trudno było mi się skupić na tym, żeby faktycznie usiąść, zacząć i skończyć daną czynność. I to było problematyczne, dlatego że czasami zdarzało się, że musiała wejść adrenalina i po prostu wiedziałam, że już jest ostatni dzień deadline’u, i ja wtedy potrafiłam usiąść i skończyć jadłospis, ale po prostu wiązało się to dla mnie z dużą ilością stresu, że ja się nie wyrobię. Zresztą ze dwa razy zdarzyło mi się, że się nie wyrobiłam, bo po prostu usiadłam do tego za późno, mimo że wcześniej miałam czas, bo to nie było tak, że nie miałam czasu. Po prostu nie miałam takich zdolności życiowych, żeby usiąść na tyłku i zacząć, i skończyć. To się zmieniło po dobrze dobranej farmakoterapii. Ja się na ten temat nie będę rozwodzić, bo tutaj leki dobiera specjalista lekarz, ale po prostu pamiętam, jak wzięłam pierwszy raz lek i po prostu zrobiłam zadania, które siedziały na mojej głowie od kilku miesięcy. A to odpisanie na jakiegoś maila, a to nie wiem, skończenie nudnego sprawozdania na studia, zadzwonienie gdzieś, to wszystko siedziało, była taka lista rzeczy do zrobienia na nigdy, bo były dla mnie zbyt trudne, a ja usiadłam i zrobiłam to jednego dnia. Po prostu wszystkie te rzeczy, to było dla mnie niesamowite. I do tej pory farmakoterapia bardzo mnie wspiera po prostu w mojej pracy na co dzień. Ja dzięki niej mam dużo większy spokój w mojej głowie, ciszę. To nie jest tak, że mam od razu wielkie chęci do pracy, bo czasami zdarzają się dni, kiedy nie mam tych chęci, ale mam wybór. Farmakoterapia daje mi po prostu poczucie, że mam wybór, że mogę sobie teraz przeglądać TikToka, ale mogę powiedzieć stop i po prostu przejść i usiąść, i popracować. Jeżeli zdecyduję, że teraz jest czas na pracę, to jest czas na pracę, nawet jeśli ta praca nie jest za bardzo ciekawa. I to jest najfajniejsze w tym, jakby w ogóle sama diagnoza dużo zmieniła. Ja jestem dla siebie dużo bardziej wyrozumiała, potrafię przyjąć niektóre rzeczy po prostu, no takimi, jakie są. I wiem, że niektórych rzeczy po prostu nie przeskoczę. Diagnoza mi dużo dała, no i jeszcze a propos takich różnych innych rzeczy, no to na przykład ADHD wpływa na to, że często mam bałagan wszędzie. A też dobrą rzeczą dla osób z ADHD jest jednak porządek, bo bałagan bardzo często rozprasza, także no to jest dosyć trudne. Wcześniej właśnie też miałam problem z takim dobrym rozplanowaniem czasu. Teraz też jest troszeczkę łatwiej, gdy już przyjmuję odpowiednie leki. No i właśnie w październiku zaczynam jeszcze psychoterapię związaną już tak typowo właśnie z tym. Chciałabym jeszcze popracować na psychoterapii nad różnymi technikami radzenia sobie z codziennością. No i zobaczymy, co z tego wyniknie. Myślę, że jakby połączenie farmakoterapii i psychoterapii da naprawdę fajne rezultaty. Ja już teraz widzę, że po prostu taka moja produktywność na co dzień znacznie wzrosła i ja nareszcie jestem po prostu z siebie zadowolona po całym dniu. A wcześniej przez to, że na przykład próbowałam się zebrać do jadłospisu przez tydzień i tydzień potrafiłam siedzieć na kanapie i nie zrobić nic, chociaż chciałam, bo ja chciałam skończyć ten jadłospis, to to wiązało się też z dużymi potem problemami takimi, że ja sobie myślałam, że jestem leniwa, że dlaczego ja się w ogóle nie mogę do tego zebrać. Też obniżało mi bardzo takie poczucie sprawczości, bo chciałam i nie zrobiłam, i nie mogłam tego zrobić. Także teraz jest dużo lepiej i bardzo się cieszę z tej diagnozy, z tego, że dowiedziałam się, co mi jest, w sensie po prostu, jaka jestem. No bardzo fajnie pozwoliło mi to poznać siebie i pozwala mi dużo lepiej, efektywniej teraz pracować na co dzień. 

Magda: A czy odkryłaś już dla siebie jakieś strategie organizacji czasu na przykład, które wspierają Cię? 

Julia: Mam takie swoje techniki. One już powstały w sumie przed farmakoterapią i przed w ogóle diagnozą. Bo ja sama jakoś intuicyjnie znalazłam rzeczy, które pomagały mi ogarnąć moją codzienność. Na przykład jeżeli chodzi o pracę i korzystanie z telefonu, który jest jednak, no daje dużo dopaminy, a właśnie tu jest jakby klucz. Ja też nie chcę teraz mówić na jakieś tam, co się dzieje dokładnie biochemicznie w mózgu, ale jest problem z dopaminą. Telefon jest i w ogóle social media są fajnym źródłem dopaminy dla mózgu, bo każde przesunięcie palcem, to coś nowego, coś interesującego. I czasami miałam problem, że po prostu chwytałam za telefon, mówiłam sobie 5 minut, a robiło się dwie godziny spędzania po prostu i scrollowania. Moją techniką okazała się aplikacja Forest, gdzie sadzi się drzewko na określony czas, na który chcemy się skupić. I jeżeli podczas tego, jak to drzewko sobie rośnie, wyjdziemy z aplikacji, to drzewko umiera. I mamy taki suchy badyl na środku ogródka. I to o dziwo po prostu na maxa podziałało na mój mózg, chociaż no może się to wydawać zabawne i śmieszne, a to jest jedyna rzecz, która do tej pory jest mnie w stanie uchronić po prostu przed sięganiem po telefon. Czasami też zapominam, że sadzę drzewko, i że muszę się teraz skupić na pracy, więc sobie patrzę na telefon, bo chcę sobie sprawdzić Instagrama, o drzewko, dobra, to odkładam i działam dalej. Także to mi bardzo pomaga. No jeżeli chodzi na przykład o takie rzeczy, może trochę spoza pracy, ale na przykład jeżeli chodzi o sprzątanie biurka do pracy, to bardzo pomaga mi włączenie głośnej muzyki, jakiejś mojej ulubionej i po prostu śpiewam sobie, tańczę, a jednocześnie po prostu sprzątam przy okazji. Skupiam się na tych przyjemnych rzeczach, a te takie mniej przyjemne idą przy okazji, po prostu razem z tańczeniem i śpiewaniem. Także no mam takie dwie, a jeszcze jedną rzecz taką fajną, fajną techniką, którą też stosuję od dawna, ale od niedawna już tak naprawdę świadomie, to jest rozdzielanie sobie wszystkich takich powiedzmy większych zadań na mniejsze czynności. To się świetnie sprawdza w przypadku osób z ADHD, ale nie tylko z ADHD, bo jak widzimy takie wielkie zadanie, na przykład nie wiem, napisać rozdział pracy dyplomowej, to było dla mnie wielkie zadanie, to ja od razu się przerażałam i patrzyłam na to zadanie i mówiłam: „o matko, ratunku, nie zrobię tego” i nie robiłam. A jak zaczęłam sobie rozdzielać to na przykład na zasadzie napisać jedną stronę pracy dyplomowej, albo zebrać źródła do pracy dyplomowej, albo zrobić coś tam, to zrobiło się to dużo łatwiejsze. Więc po prostu rozdzielam każde duże zadanie na mniejsze i też ogólnie mój plan dnia składa się po prostu z wielu różnych małych zadań. Każde sobie odhaczam, jak je zrobię, i to też jest dopływ dopaminy do mojego mózgu i taki sygnał, o, zrobiłaś coś. Na przykład zjadłaś śniadanie, super, lecimy dalej. O, poszłaś na zakupy, super, zadzwoniłaś tam i zrobiłaś to, super, no i jakby dzięki temu jest mi łatwiej każde kolejne zadanie zaczynać, bo widzę, że już coś zrobiłam. Nie jest tak, że na przykład siedzę i nic nie robię, także tak, nawet sobie właśnie zaznaczam takie potencjalnie, no śmieszne zadanie, jak zjedzenie śniadania. Dzięki czemu już mój mózg wie, że coś zaplanowanego udało się dzisiaj zrobić. 

Magda: Wszystko, co działa, to nie jest głupie, ani śmieszne. 

Julia: Nie, no tak, masz rację. 

Magda: Właśnie bardzo lubię takie strategie, żeby sobie hakować te problemy, z którymi się mierzymy. Ja na przykład sobie rysuję pomidorki, zamalowuję te pomidorki z Pomodoro, żeby widzieć ten postęp, więc ktoś może powiedzieć, że rozwiązanie dla przedszkolaka, mnie to nie obchodzi. Najważniejsze, że po prostu mi to służy.  

Julia: Nie, masz totalnie, totalnie rację. Ja tak czasami mówię śmieszne, bo właśnie tak wtedy sobie myślę, co ktoś może sobie pomyśleć, ale dla mnie to jest naprawdę super pomocne. Mam swoje po prostu różne techniki, które naprawdę pomagają, i czy to jest drzewko w ogródku, czy to jest tańczenie sobie i jednocześnie układanie kartek na biurku, to działa, i to jest najważniejsze.  

Magda: Będziemy powoli kończyć naszą rozmowę, bo przypięłam mojego męża do kaloryfera, żeby nam nie przeszkadzał i już by się przydało zawieźć go do toalety. Także na koniec chciałam Ci zadać pytanie, gdybyś miała naprzeciwko siebie osobę, która bardzo chce zacząć monetyzować swoją wiedzę, ale straszliwie się boi zacząć, to co byś jej powiedziała?

Julia: Zacznij działać dzisiaj, nawet małymi krokami, zrób coś w kierunku właśnie tego Twojego celu, to może być mała, niewielka rzecz, zaplanowanie sobie czegoś w notatkach w telefonie, albo zadzwonienie do przyjaciółki, opowiedzenie jej o tym pomyśle. I małymi krokami idź do przodu. Potem zobaczysz, spojrzysz za siebie i zobaczysz, kurde, zaczęłam już taki czas temu, zrobiłam już tyle i tyle i jestem dalej niż byłam wtedy, idź dalej do przodu malutkimi krokami, aż dojdziesz po prostu do tego celu, który sobie założyłaś na początku, założyłeś, założyłaś.

Magda: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę, cudownie było usłyszeć Twoją perspektywę, i też się wiele od Ciebie dowiedziałam. I mega mi się podoba to, w jaki sposób dzielisz się swoją wiedzą, z jaką odwagą wychodzisz z kolejnymi inicjatywami. Życzę Ci kolejnych sukcesów i jeszcze raz dziękuję. 

Julia: To ja Ci dziękuję, naprawdę było mi przemiło Cię trochę poznać. Mogłam się przynajmniej z Tobą zobaczyć, pogadać, no i przede wszystkim przeprowadzić naprawdę fajną rozmowę. Dzięki za to. Jeszcze tylko a propos ADHD, Ty widzisz moją twarz, ale nie widzisz teraz moich stóp, one już od jakiejś pół godziny, czuję, że lek przestaje działać i te nogi ruszyły z kopyta. Także przebieram palcami, to jest zabawna sprawa. Dziękuję Ci jeszcze raz i mam nadzieję, że do usłyszenia kiedyś jeszcze. 

Magda: Do usłyszenia. Dziękuję też Tobie, droga słuchająca osobo, za dołączenie do nas. Pamiętaj, że transkrypcja z możliwością wygodnego szukania dla Ciebie wątków jest w opisie odcinka. Jeśli mój podcast Ci się podoba, będę Ci mega wdzięczna za gwiazdki w serwisie Spotify. Wystarczy, że klikniesz w oceny na stronie głównej mojego podcastu i dodasz swój rating. Na koniec życzę Ci płynnego masła orzechowego bez takiej twardej masy na dnie słoiczka, przyjazdu autobusów minutę po tym, gdy dotrzesz na przystanek i złotej jesieni, jak na tapetach Windowsa. Do usłyszenia! 🙂

Linki:

Aplikacja forest: https://www.forestapp.cc/

Instagram Julki: https://www.instagram.com/julka_migdalska/
Instagram Burzy w mózgu: https://www.instagram.com/burzawmozgu

Szkolenia Burzy w mózgu: https://burzawmozgu.pl/burzowe-szkolenia/

Cześć! Tutaj Magda i Tomek.

Oboje wierzymy, że po śmierci czeka nas nicość. Dlatego budujemy sobie życie tak, by niczego nie żałować i czerpać jak najwięcej przyjemności.
Jeśli też chcesz wyciskać 99,3% z ziemskiej przygody, na naszym blogu znajdziesz wskazówki na temat życia na własnych warunkach, organizacji czasu, szukania pomysłu na siebie i przedsiębiorczości (bo prowadzimy biznes online).
Przygotuj się na to, że duuużo śmieszkujemy i jesteśmy zakochani w kocurach.
Chcesz z nami pogadać? Napisz na [email protected] lub wpadaj na Insta @burzawmozgu!